Może nie Izera, ale też sztos. Polacy budują elektryczny motocykl
Telepolis.pl
Publicystyka 09:36

Może nie Izera, ale też sztos. Polacy budują elektryczny motocykl

Co porabiają polscy studenci? Odpowiedzi będzie wiele, niektóre pewnie zaskakujące. W ramach przykładu warto przywołać ekipę z Wrocławia, która projektuje motocykl. Za kilka kwartałów z jego pomocą będzie chciała utrzeć nosa rówieśnikom z innych państw. Polska motoryzacja – niektórzy uznają to za oksymoron. Z polską motoryzacją w wersji elektrycznej nie jest lepiej. Wystarczy przywołać nieszczęsny projekt Izera. Duża chmura nie przyniosła nawet mżawki. Ale duch w narodzie nie ginie: studenci Politechniki Wrocławskiej chcą stworzyć motocykl, który błyśnie podczas imprezy MotoStudent w 2027 roku.   MotoStudent, czyli ściganie na słonecznej Hiszpanii  W ramach wprowadzenia do tematu przyda się krótki opis samej imprezy. Korzenie MotoStudent sięgają pierwszej dekady XXI wieku. Dotychczas wzięły w niej udział uczelnie z ponad 20 krajów. W niektórych edycjach liczba uczestników przekraczała 80 zespołów. Główny podział dotyczy napędu: część drużyn tworzy pojazdy z silnikiem spalinowym, część z napędem elektrycznym.  Same zawody odbywają się co dwa lata. Idea jest w miarę prosta: drużyna ma od podstaw zaprojektować, zbudować i zaprezentować prototyp maszyny, która weźmie udział w wydarzeniu wieńczącym dwuletni cykl przygotowań. Areną zmagań jest Motorland Aragón, czyli tor wyścigowy znajdujący się niedaleko hiszpańskiego miasta Alcañiz. W imprezie brały już udział drużyny z obu Ameryk, Egiptu, Iranu czy Indii. Nie mogło w niej zabraknąć także przedstawicieli europejskich uczelni. Gdy spojrzy się na listę najlepszych zespołów, w oczy rzuca się dominacja dwóch nacji: Hiszpanów i Włochów. Czasem do gry o najwyższe lokaty włączali się Niemcy czy Grecy. Ale mamy tam także swoich przedstawicieli. A ich ambicje przewyższają obecne możliwości. LEM Hadron lepszy od poprzednika  Jakiś czas temu skontaktowali się z nami studenci zrzeszeni w LEM Wrocław Motorsport, czyli kole naukowym Politechniki Wrocławskiej. W ostatniej, czyli VIII edycji wspomnianej imprezy, drużyna zajęła 12 miejsce. Ekipa pochwaliła się tym, że w konkurencjach dynamicznych była na podium lub w jego okolicach. A także tym, że osiągnęła najlepsze rezultaty spośród drużyn znad Wisły.  Przedstawiciele koła naukowego podkreślili, że podczas zawodów, które miały miejsce pod koniec 2025 roku, ich projekt – LEM Hadron – okazał się lepszy od poprzednika, czyli LEM Tachyon. W efekcie studenci z Politechniki Wrocławskiej jako jedyni z czterech polskich drużyn zakwalifikowali się do finałowego wyścigu. A warto zaznaczyć, że udział w nim bierze mniej niż 20 proc. zespołów startujących w MotoStudent. Albo "studenckich motocyklowych mistrzostw świata", jak nazywają imprezę sami uczestnicy.  LEM Hadron to jednostka zbudowana od zera (to samo dotyczy wcześniejszych motocykli koła naukowego). Większość komponentów powstaje z myślą o tej konkretnej maszynie. Wykonują je albo sami studenci, albo firmy wspierające zespół. Nawet w tym drugim przypadku odbywa się to wedle wytycznych studentów. Podzespoły powstają u partnerów z prostego powodu: warsztat Politechniki Wrocławskiej ma ograniczenia techniczne i nie można w nim np. stworzyć owiewki z włókna węglowego. Udało nam się stworzyć maszynę będącą w stanie rozpędzić się do 210 km/h, przy czym do setki potrzebuje jedynie 4 sekund. Poza inżynierią, która za tym stała, w osiągnięciu tego wyniku pomogła nam waga, a dokładnie jedynie 126 kg, co dla motocykla tego typu jest naprawdę rewelacyjnym wynikiem. Z kolejnym motocyklem celujemy nie tylko w lepszą wydajność baterii, ale i zastosowanie rozwiązań technicznych, których nie udało nam się zaimplementować poprzednim razem. Przykładem karbonowy wahacz – wyjaśnili przedstawiciele LEM Wrocław Motorsport. Polscy studenci szukają wsparcia. Chcą być w czołówce Można pogratulować i się rozejść? Do gratulowania zachęcam, ale temat zamknięty nie jest. Ekipa z Wrocławia rozpoczęła już prace nad nowym motocyklem, który zadebiutuje na hiszpańskim torze w 2027 roku. Tym razem zespół chce nie tylko poprawić wyniki z poprzedniej edycji, ale nawet powalczyć o lokaty w czołówce mistrzostw. Bez wsparcia szanse na to są… ograniczone.  Moi rozmówcy nie ukrywają, że w zawodach, póki co, pełnią rolę underdogów, czyli drużyny, po której nikt nie spodziewa się walki o zwycięstwo. To zresztą dotyczy wszystkich ekip z Polski. Powód jest prosty: sporty motorowe nie są u nas rozwinięte w takim stopniu, jak ma to miejsce we wspomnianych już Hiszpanii czy Włoszech. A to oznacza nie tylko gorsze finansowanie, ale też np. słabsze zaplecze techniczne. W przeciwieństwie do włoskich czy hiszpańskich zespołów nie jesteśmy w stanie pozwolić sobie przykładowo na przepalenie kilku silników celem dokładnego zbadania ich możliwości i perfekcyjnego dopasowania ich do naszych potrzeb. Nie jesteśmy w stanie również opłacić wykonania wielu kopii danego komponentu. Dlatego w treningach i wyścigach startujemy ze świadomością, że w momencie upadku motocykla możemy stracić naszą jedyną ramę, baterię czy zawieszenie. To wpływa na nasze podejście do wyjazdów na tor - musimy działać bardziej zachowawczo i ostrożnie, przez co proces dostrajania motocykla jest dużo wolniejszy niż w przypadku, w którym działalibyśmy ze świadomością posiadania części zapasowych. To przekłada się na nasz rozwój. Oczywiście przez lata udowadnialiśmy sobie i osobom, które śledzą naszą drogę, że niski budżet nie jest w stanie nas powstrzymać przed przeskakiwaniem poprzeczek, które sami sobie postawiliśmy. Jednak jest to wciąż za mało, by realnie stać się częścią światowej czołówki – przekazali studenci z Wrocławia. I tu dochodzimy do sedna sprawy: wrocławskie LEMury, jak sami siebie nazywają, mają plany i ambicje, czerpią z kilkunastu lat doświadczenia swojego koła, ale same chęci nie wystarczą. Potrzebne jest wsparcie finansowe i techniczne. Dlatego młodzi konstruktorzy szukają partnerów. Głównie lokalnie, ale nie odmówią współpracy z podmiotami z drugiego krańca Polski.  Każda pomoc jest dla nas na wagę złota. Niezależnie od tego, czy jest to wsparcie finansowe, szkolenia, udostępnienie sprzętu czy przekazanie nam materiałów i komponentów do stworzenia kolejnego projektu, zawsze dbamy o to, by taka współpraca była maksymalnie spersonalizowana i dostarczała wymiernych korzyści i satysfakcji obu stronom. Naturalnie zwiększenie naszych finansów daje nam dużo większą swobodę działania, jednak wiemy, że czasem przekazanej wiedzy i doświadczenia nie da się zwyczajnie wycenić – tłumaczą przedstawiciele koła naukowego. Czy to będzie wstęp do budowy polskiej motoryzacji w wersji elektrycznej? Po szumnie zapowiadanym projekcie Izera lepiej nie uderzać w takie tony, bo zazwyczaj kiepsko się to kończy. Na razie studenci ze stolicy Dolnego Śląska chcą po prostu zaprojektować i zbudować motocykl lepszy od poprzedników. Jeśli ktoś może im w tym pomóc, powinien to zrobić. Może w przyszłości przyniesie to korzyści, które dzisiaj nawet trudno sobie wyobrazić... 

4
MACIEJ SIKORSKI
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Powróci więcej klasycznych gier? Xbox potrzebuje waszych głosów
Gry 12:43

Powróci więcej klasycznych gier? Xbox potrzebuje waszych głosów

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Eurowizja - czemu ją trudno rozgryźć? Naukowcy odkryli coś ciekawego
Nauka 11:47

Eurowizja - czemu ją trudno rozgryźć? Naukowcy odkryli coś ciekawego

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Ależ Action wykombinował. Inne logo i zamiast 65 zł płacisz 350
Telepolis.pl
Tech 10:16

Ależ Action wykombinował. Inne logo i zamiast 65 zł płacisz 350

6
PATRYCJA KORBA
1.
YouTube wygrał wojnę. Czy ci się to podoba czy nie
Aplikacje 09:06

YouTube wygrał wojnę. Czy ci się to podoba czy nie

5
DOMINIK KRAWCZYK
1.
WhatsApp nagle stracił miliony użytkowników. Ujawniono dlaczego
Aplikacje 08:23

WhatsApp nagle stracił miliony użytkowników. Ujawniono dlaczego

4
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Action demoluje konkurencję. Niecałe 39 zł za totalny hit
Telepolis.pl
Sprzęt 07:38

Action demoluje konkurencję. Niecałe 39 zł za totalny hit

5
PAWEł MARETYCZ
1.
Zamieszanie w Sklepie Play. Google dodał i zaraz ukrył
Aplikacje 07:17

Zamieszanie w Sklepie Play. Google dodał i zaraz ukrył

8
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Polacy rzucili się na gotówkę. Powód nie jest taki oczywisty
Płatności bezgotówkowe 02 MAJ 2026

Polacy rzucili się na gotówkę. Powód nie jest taki oczywisty

6
PATRYCJA KORBA
1.
Papierosy tylko dla starych ludzi. Śmiały pomysł ministerstwa
Nauka 02 MAJ 2026

Papierosy tylko dla starych ludzi. Śmiały pomysł ministerstwa

7
PATRYCJA KORBA
1.
Każdy zainteresowany Polak musi to wypełnić. Przedłużono do 8 maja
Wiadomości 02 MAJ 2026

Każdy zainteresowany Polak musi to wypełnić. Przedłużono do 8 maja

5
PAWEł MARETYCZ
1.
Genialny sprzęt Bosch za ułamek ceny. Oferta tylko 2 maja
Sprzęt 02 MAJ 2026

Genialny sprzęt Bosch za ułamek ceny. Oferta tylko 2 maja

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Jaki laptop dla ucznia w 2026 roku? Na co zwracać uwagę przy wyborze?
Telepolis.pl
Sponsorowane 02 MAJ 2026

Jaki laptop dla ucznia w 2026 roku? Na co zwracać uwagę przy wyborze?

1
REDAKCJA TELEPOLIS
1.
Microsoft wie, jak wkurzyć graczy. Poznajcie nowe wytyczne dla Windows 11
Oprogramowanie 02 MAJ 2026

Microsoft wie, jak wkurzyć graczy. Poznajcie nowe wytyczne dla Windows 11

1
PAWEł MARETYCZ
1.
Był tani Mac Mini i się zmył. Ostatnie sztuki są w polskich sklepach
Sprzęt 02 MAJ 2026

Był tani Mac Mini i się zmył. Ostatnie sztuki są w polskich sklepach

2
PAWEł MARETYCZ
1.
Android Auto 16.8 odmienia auto nie do poznania
Oprogramowanie 02 MAJ 2026

Android Auto 16.8 odmienia auto nie do poznania

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Co to, UFO? Nie, to nowy głośnik Harman Kardon Aura Studio 5 Wi-Fi
Sprzęt 01 MAJ 2026

Co to, UFO? Nie, to nowy głośnik Harman Kardon Aura Studio 5 Wi-Fi

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Meta nagrywała sytuacje intymne. Wpadła, więc zwolniła 1108 osób
Bezpieczeństwo 01 MAJ 2026

Meta nagrywała sytuacje intymne. Wpadła, więc zwolniła 1108 osób

0
PATRYCJA KORBA
1.
Tajwańska wyspa pozbawiona internetu. To nie Chiny, to wrak
Wiadomości 01 MAJ 2026

Tajwańska wyspa pozbawiona internetu. To nie Chiny, to wrak

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Więcej nowości
Możemy przestać bać się o pracę. Nvidia przyznaje, że AI jest droższe, niż ludzie
Aplikacje 01 MAJ 2026

Możemy przestać bać się o pracę. Nvidia przyznaje, że AI jest droższe, niż ludzie

AI zabierze nam pracę. Kiedyś to była mroczna wizja przyszłości, później, kiedy nieporadne modele przebiły się do świadomości użytkowników, był to żart, ale teraz dla wielu to smutna rzeczywistość. Okazuje się jednak, że taki stan rzeczy nie potrwa szczególnie długo, jednak trzeba spełnić jeden warunek. A jest nim niebycie miernym pracownikiem, a takim przynajmniej przyzwoitym. Co bowiem kieruje firmami w wyborze między człowiekiem a AI? Otóż głównym czynnikiem są pieniądze. Pracodawca wybierze rozwiązanie tańsze. I mogłoby się wydawać, że jest nim właśnie sztuczna inteligencja. W końcu model językowy w krótką chwilę jest w stanie wypluć rezultat wielogodzinnej pracy jednego człowieka. I tak faktycznie było przez pewien czas. Jednak jeden z wiceprezesów Nvidii zauważa, że sytuacja ta uległa zmianie. [SALE-4995] Nvidia przyznaje, że AI jest droższe, niż ludzie Słowa te padły ze strony Bryana Catanzaro, jednego z wiceprezesów firmy. Co może brzmieć jak poważna wpadka, gdyż to właśnie Nvidia jest jednym z głównych beneficjentów boomu na AI. Brzmi to trochę jak powtórka z efektu Elopa, który będąc dyrektorem wykonawczym Nokii, negatywnie wypowiadał się na temat jej produktów. Różnica jest jednak taka, że fiński producent faktycznie nie miał się wtedy najlepiej i mimo pozycji lidera był kolosem na glinianych nogach, a bańka AI stal puchnie i nic nie zapowiada, aby to się miało zmienić.  No dobrze, ale co dokładnie padło ze strony Catanzaro? Otóż stwierdził on, że obliczenia AI w jego zespole są zauważalnie droższe, niż praca ludzi, jeśli chodzi o osiąganie tego samego efektu. To by się zgadzało z wynikami badań opublikowanymi przez MIT w 2024 roku. Te stwierdziły, że z finansowego punktu widzenia sens ma zastąpienie 23% stanowisk AI. Jednak pozostałe 77% znacznie lepiej i taniej będą funkcjonowały obsadzone przez ludzi.  [SALE-4995] Jako kolejną przyczynę problemu wskazuje się stale rosnące koszty tokenów. Te mają wzrastać niewspółmiernie do wzrostu wydajności i niezawodności AI. Oczywiście sytuacja ta wygląda w ten sposób z dzisiejszej perspektywy. Daje jednak nadzieje na to, że sztuczna inteligencja nie pozbawi nas pracy.

6
PAWEł MARETYCZ
1.

Więcej nowości

Netflix drożeje w Polsce. Zapłacisz więcej za każdy plan
Telewizja i VoD 01 MAJ 2026

Netflix drożeje w Polsce. Zapłacisz więcej za każdy plan

Netflix zwiększył od maja ceny subskrypcji dla klientów z Polski. Po podobnych ruchach na innych rynkach, opłaty wzrosły w końcu też nad Wisłą. O ile i czy to się w ogóle jeszcze opłaca, przeczytacie niżej. Netflix to najpopularniejsza platforma VoD w Polsce, ale zaczyna już irytować Z Netfliksa korzysta co miesiąc niemal 10,5 mln realnych użytkowników - populacyjnie jego zasięg wśród internautów to imponujące 35,07%, a użytkownik spędza na Netflix średnio 6 godzin i jedną minutę miesięcznie. W marcu platforma świętowała swoje 10-lecie w Polsce, dorzucając trochę starych, polskich filmów. Dzisiaj chce więcej pieniędzy. Nowy cennik usług platformy Netflix przedstawia się następująco — ceny wzrosły o około 12%: Ceny Netflix w Polsce Pakiet Było Jest Wzrost Podstawowy 33 zł 37 zł 12,1% Standardowy 49 zł 55 zł 12,2% Premium 67 zł 75 zł 11,9% Co przy tym najgorsze, Netflix postanowił jeszcze mocniej utrudnić współdzielenie konta. W planach Standardowym i Premium - to już nie wydatek 13 zł za osobę, tylko aż 16 zł. Słowem za Premium + 2 współużytkowników będzie trzeba teraz płacić 107 zł, czyli 35,66 zł za osobę, wliczając gospodarza. Czy ktoś jeszcze za to płaci? Osobnym tematem jest jakość treści na platformie, która z roku na rok staje się coraz mniej równa. O ile na Apple TV mamy praktycznie hit za kitem, tutaj dla kontrastu to taki trochę kit za kitem ze sporadycznymi przebłyskami jakościowych produkcji. W mojej perspektywie 37 zł za dostęp do treści 720p to zwyczajny scam. Kupuję dostęp dla dzieci na święta, a potem wyłączam. Jeśli ktoś korzysta wyłącznie z Netflix, lepiej niech otworzy oczy i przetestuje sobie inne platformy. Można, chociażby sprawdzić najnowszą promocję na HBO Max.    

14
DOMINIK KRAWCZYK
1.

Więcej nowości

Co daje Palikot za 1,2 mln zł? Dotarliśmy do korespondencji
Telepolis.pl
Publicystyka 01 MAJ 2026

Co daje Palikot za 1,2 mln zł? Dotarliśmy do korespondencji

Janusz Palikot nie pozwala o sobie zapomnieć. Zaledwie kilka miesięcy temu żalił się na łamach książki, że w areszcie nie jadł rzodkiewki, szczypiorku i bakłażana. Teraz szuka inwestorów, którzy pomogą mu zbudować internetowe media. Bliżej tego pana przedstawiać chyba nie trzeba. Były polityk, przedsiębiorca, filozof, miłośnik kulinariów, influencer, a do tego człowiek z prokuratorskimi zarzutami dot. m.in. oszustwa. Afera, w którą jest uwikłany, obejmuje tysiące osób i wiele milionów złotych. Biznesmen spędził w areszcie z tego tytułu kilka miesięcy, co zaowocowało wydaniem książki o wdzięcznym tytule „Dziennik z więzienia". I mogłoby się wydawać, że na tym sprawa się zakończy. Tymczasem… Upadły biznesmen obiecuje popiół i diament Niedawno Janusz Palikot ogłosił za pośrednictwem platform społecznościowych chęć tworzenia mediów. Konkretnie niezależnych mediów. Bo tych w Polsce brakuje. Nowy podmiot miałby służyć ludziom, „którzy nic nie mają, którzy wszystko stracili". Takim jak Palikot. Biznesmen zapowiedział zmianę układu sił w Polsce. Zakończył z przytupem, deklarując popiół i diament. Ten pierwszy dla adwersarzy. Drugi dla siebie i potencjalnych partnerów. https://x.com/Palikot_Janusz/status/2046525698064392401?proportion=1.74 Tak się składa, że potencjalny partner zgłosił się do naszej redakcji i opowiedział, co i za ile oferuje dzisiaj Janusz Palikot. Zainteresował mnie filmik z Palikotem, który zobaczyłem w sieci, więc po prostu do niego napisałem i zapytałem, czego potrzebuje. Bo na tamtym etapie nie wiedziałem, czy chodzi tylko o kasę, czy może kogoś szuka do robienia tych materiałów albo jeszcze innych rzeczy. Byłem mocno zaskoczony, bo odzew nastąpił bardzo szybko i nie było tam żadnych podchodów. W pierwszym zdaniu przeczytałem, że mogę zainwestować w rozwój kanału JestemPalikot na YouTube – wyjaśnia nasz rozmówca, który chce pozostać anonimowy. Dopiero zaczął, a już takie wyniki... Potencjalny inwestor dowiedział się od Janusza Palikota, że w pierwszej fazie biznes ma funkcjonować jako podcast. Powinno to potrwać do dziewięciu miesięcy. Potem medium ma być przekształcane w telewizję internetową z m.in. programami na żywo. Nasz informator został zapewniony, że to projekt, który w pierwszej kolejności ma przynosić zyski, ale jednocześnie zapewni też inne korzyści: od społecznych, przez marketingowe, po polityczne.  https://x.com/Palikot_Janusz/status/2046159336112632127?proportion=1.56 Twórca kanału zadeklarował, że w samym marcu łączna „klikalność” jego materiałów osiągnęła poziom 22 mln. Złożyły się na to miliony wyświetleń na Facebooku, Instagramie czy TikToku. Kanał na YT w ciągu kilku dni zyskał 1 tys. subskrybentów (obecnie niemal 3 tys.). Palikot zapewnił naszego rozmówcę, że wyniki te osiągnięto "w pełni organicznie, bez sponsorowania".  Kanał rozwijany jest w modelu, w którym TikTok, Instagram i Facebook pełnią funkcję silników zasięgu. Krótkie formy generują milionowe wyświetlenia i są wykorzystywane do kierowania ruchu na YouTube, który jest głównym kanałem projektu. To właśnie na YouTube publikowane są pełne rozmowy i materiały długie, które stanowią podstawę monetyzacji poprzez AdSense oraz współprace sponsorskie. Dzięki temu cały ruch z pozostałych platform jest konwertowany na realną wartość biznesową – tak w mailu do naszego rozmówcy pomysł na biznes tłumaczy sam Janusz Palikot. Janusz Palikot nie może narzekać na brak rozmówców Niektórzy zastanawiają się pewnie, czy po "perypetiach", jakie biznesmen zaserwował sobie i wielu innym osobom, znajdą się chętni, by nagrywać te rozmowy. Okazuje się, że takich ludzi nie brakuje. Na liście znaleźć można np. dwóch byłych prezydentów, czyli Lecha Wałęsę i Bronisława Komorowskiego. Opublikowano też materiały z Agnieszką Holland, Krzysztofem Rutkowskim czy Andrzejem Gąsiorowskim. Mało? Spokojnie, z deklaracji autora kanału wynika, że nagrane są już kolejne rozmowy, jest też lista osób umówionych na spotkanie. Widzowie mogą się spodziewać Adama Gesslera, Dody, Maty, Adama Michnika, Sentino, Jacka Poniedziałka, Mai Komorowskiej, Maszy Potockiej, Martyny Piętki czy Wojciecha Olszańskiego. Porażający zestaw. Jak ujął to sam Palikot: "połączenie polityki, kultury, biznesu i kontrowersji daje bardzo szeroki zasięg i wysoką klikalność”. Będą kanapki. I sukces na miarę Żurnalisty Co ciekawe, Janusz Palikot nie zamierza się ograniczać do prowadzenia rozmów. Drugim mocnym formatem na kanale będą kulinaria. Już teraz można się dowiedzieć od upadłego milionera, jak grillować szparagi, poznać przepis na hekele czy kanapkę wenecką. A także "zupę, która zmieni twoje życie”. Możliwe, że pozycja Roberta Makłowicza jest zagrożona. Ewa Wachowicz powinna chować garnki. Bezpieczna może czuć się tylko Ania Gotuje… Mnie w tym wszystkim najbardziej zdziwiły częste odwołania do innych kanałów. Palikot w swoim mailu kilka razy wymieniał Żurnalistę, przywołał też biznes Stanowskiego czy jakiegoś Szalonego Reportera, którego ja nawet nie kojarzę. Twierdził np., że Żurnalista miesięcznie ma pół miliona przychodów. Ja tego nie sprawdzałem, ale wiem, że coś tam ostatnio mówiło się o jego zarobkach. I mam wrażenie, że były mniejsze. Te opowieści oczywiście nie były przypadkowe, to była analogia dla biznesu, w który miałem zainwestować. Roztoczono przede mną wizję świetnych wyników w krótkim czasie – opowiada nasz informator. https://x.com/Palikot_Janusz/status/2049501568777474545?proportion=1.5 Pół Palikota za 1,2 mln zł — oferta last minute Na papierze faktycznie wygląda to nieźle. Z wyliczeń Janusza Palikota wynika, że już niebawem przychody kanału mogą sięgnąć 140 tys. zł, z czego aż 120 tys. zł będzie pochodzić od sponsorów. Pod koniec roku te wyniki powinny być znacznie lepsze i przekroczyć 700 tys. zł. Złożą się na to po połowie wpływy od sponsorów i z reklam wyświetlanych na YT. I tu ważne zastrzeżenie: te założenia nie obejmują wpływów za PR, czyli opłacone rozmowy.   Pan Janusz mnie tam nieźle czarował tymi możliwymi wynikami. W końcu przeszedł do propozycji biznesowej. Dowiedziałem się, że za 1,2 mln zł mogę mieć 50 proc. udziałów w tym projekcie. To była propozycja "ekstremalnie unikatowa", jak to ujęto w mailu. Przeczytałem też, że ryzyko jest ograniczone, bo najpierw inwestuje się mniejsze kwoty, mowa była o 60 tys. zł. A jeśli osiągane są kolejne progi w rozwoju, to można objąć nowe udziały. Zostałem zapewniony, że zainwestowane pieniądze pozostaną w spółce i będą wypłacane sukcesywnie. Pan Janusz przekonywał mnie, że oferta jest tak atrakcyjna, bo on znalazł się w trudnej sytuacji. Jednocześnie zapewniał, że potencjał jest wielki, bo z tym projektem można wyjść poza Polskę – wyjaśnia niedoszły inwestor Janusza Palikota. Janusz Palikot unika odpowiedzi na trudne pytania Skontaktowaliśmy się z byłym politykiem. Był zainteresowany rozmową. Przesłaliśmy pytania dot. nowego biznesu. Chcieliśmy się dowiedzieć m.in. czy Palikot posiada już inwestorów oraz reklamodawców, czy zamierza budować kanał samodzielnie i na ile wycenia koszty prowadzenia tego biznesu. Odpowiedzi miały nadejść niebawem, ale ostatecznie się nie pojawiły. Jeśli się ich doczekamy, oczywiście uzupełnię tekst. Od naszego informatora wiemy już natomiast, że Janusz Palikot miesięczne koszty prowadzenia biznesu na tym etapie wycenił na maksymalnie 100 tys. zł. Ale z możliwością dużej redukcji po zakupie własnego sprzętu.  Mnie te wydatki trochę zdziwiły, więc o nie szybko zapytałem. Podobnie jak o reklamodawców czy innych inwestorów. Miałem wątpliwości i drążyłem. Odpowiedzi na pytania nie dostałem, zamiast tego pan Janusz zaproponował spotkanie. Bo nie miał pewności, czy chcę inwestować czy może jestem "źle nastawionym dziennikarzem". I ja pewnie bym się spotkał, ale nie na tym etapie. Bo najpierw chcę się dowiedzieć czegoś sensownego o biznesie. A nie czytać czy słuchać o jakimś Żurnaliście. Niestety, kontakt się urwał, nie z mojej winy. Na ten moment mnie to wszystko jakoś średnio pachnie – kończy niedoszły inwestor. https://x.com/Palikot_Janusz/status/2046901860066345239?proportion=1.56 Nie można wykluczać, że Janusz Palikot mnie samego też wziął za „źle nastawionych dziennikarzy” i stąd brak odpowiedzi. W tym miejscu deklarujemy jednak, że czekamy na zapowiedziane popiół i diament. Oby tym razem do sprawy nie musiał wkraczać prokurator.

2
MACIEJ SIKORSKI
1.

Popularne porównania