Zainstaluj to zanim pójdziesz na grzyby. Może uratować skórę
Aplikacje 16:24

Zainstaluj to zanim pójdziesz na grzyby. Może uratować skórę

Nawet doświadczony grzybiarz potrafi się zgubić w obcym lesie. Często wtedy nawet nawigacja GPS nie pomaga, bo próbuje nas prowadzić dziwacznymi ścieżkami, a nawet jak wyjdziemy z lasu, to nie znaczy, że dojdziemy do naszego samochodu. Sam dwa lata temu byłem w podobnej sytuacji. Znajomi poszli w poszukiwaniu grzybów, a ja postanowiłem się przejść. Ot, pójdę prosto, a potem zawrócę, żaden problem. Misja ta udała się... w połowie. Udało mi się pójść prosto w jedną stronę, ale zawrotka poprowadziła mnie w zupełnie inne rejony lasu. Na szczęście jeden ze znajomych podesłał mi pinezkę, za to kiedy wróciłem na miejsce śmiechom i żartów z mojej orientacji w terenie nie było końca. Innym razem, kiedy on też się zgubił miałem nikomu nie mówić, tyle dobrego, że doszliśmy do drogi i trafiliśmy w zgadywance: lewo, czy w prawo. Co łączy obydwie te sytuacje? Całkowicie obce miejsce oraz pełny zasięg i telefonu i GPS. Ten program uratuje skórę grzybiarzom Okazuje się, że to nie ze mną i moimi znajomymi jest coś nie tak. Zaginieni grzybiarze są wręcz plagą, o czym informuje Policja z Janowa Lubelskiego. Udzielili oni też kilku istotnych porad grzybiarzom, jak to, żeby nie chodzić samotnie po lesie, nie wybierać się na wieczorne grzybobrania, a w razie zgubienia drogi nie szamotać się po okolicy i mieć pod ręką telefon z pełną baterią. Od siebie dodam, że warto mieć aplikację GPS Arrow Navigator na Androida lub Offline GPS Navigation na iOS.  Jej działanie jest dziecinnie proste: oznaczamy konkretny punkt startowy, a następnie strzałka nas do niego kieruje, podając przy tym przybliżoną odległość. Nie ma mowy o wyznaczaniu ścieżek przez las. Po prostu znamy kierunek, co znacznie ułatwia zadanie. Sama aplikacja jest w pełni darmowa, chociaż pełna reklam. Robi jednak to, czego od niej oczekujemy: na podstawie GPS wskazuje punkt startowy. Ważne jest jednak to, aby go dodać przed zagłębieniem się w las, a nie wtedy, kiedy już się zgubimy. 

2
PAWEł MARETYCZ
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Samsung już nie ukrywa. Teraz liczy się tylko to
Tech 19:27

Samsung już nie ukrywa. Teraz liczy się tylko to

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Tego telewizora nie kupisz wszędzie. Samsung M86H już dostępny
Sprzęt 18:58

Tego telewizora nie kupisz wszędzie. Samsung M86H już dostępny

1
MARIAN SZUTIAK
1.
Wielu czekało na tę nowość w mObywatelu. Ministerstwo odsłania karty
Moto 18:34

Wielu czekało na tę nowość w mObywatelu. Ministerstwo odsłania karty

0
MACIEJ SIKORSKI
1.
70 000 mAh i 140 W - bestia na AliExpress z wysyłką z Polski
Telepolis.pl
Sprzęt 18:10

70 000 mAh i 140 W - bestia na AliExpress z wysyłką z Polski

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Xiaomi 18 Fold kosztuje 6 tys. zł i kasuje składaki Samsunga
Sprzęt 17:47

Xiaomi 18 Fold kosztuje 6 tys. zł i kasuje składaki Samsunga

4
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Konto PKO BP uruchomisz na Allegro. Współpraca gigantów nabiera tempa
Konta 17:27

Konto PKO BP uruchomisz na Allegro. Współpraca gigantów nabiera tempa

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
ChatGPT właśnie Cię sklonował. OpenAI z wielką nowością
Oprogramowanie 17:06

ChatGPT właśnie Cię sklonował. OpenAI z wielką nowością

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Używasz Allegro? Na tę wiadomość lepiej uważaj
Bezpieczeństwo 16:46

Używasz Allegro? Na tę wiadomość lepiej uważaj

2
MARIAN SZUTIAK
1.
Najlepsze sci-fi wcale się nie kończy. Nowe odcinki wbiją w fotel
Telewizja i VoD 16:26

Najlepsze sci-fi wcale się nie kończy. Nowe odcinki wbiją w fotel

0
ANNA KOPEć
1.
Te tanie słuchawki sprawdzą ci słuch. Oto efekt
Sprzęt 16:03

Te tanie słuchawki sprawdzą ci słuch. Oto efekt

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Polska marka telefonów zdobywa Berlin. Są też zegarki i jeszcze coś
Sprzęt 15:41

Polska marka telefonów zdobywa Berlin. Są też zegarki i jeszcze coś

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
iPad mini z 5G za normalne pieniądze, ale czasu jest niewiele
Telepolis.pl
Sprzęt 15:21

iPad mini z 5G za normalne pieniądze, ale czasu jest niewiele

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Odwiedziłem Sharpa na IFA 2026. Tyle nowości, że ciężko było iść dalej
Sprzęt 15:04

Odwiedziłem Sharpa na IFA 2026. Tyle nowości, że ciężko było iść dalej

3
MARIAN SZUTIAK
1.
Orange daje 6 TB internetu. Za darmo, ale jest warunek
Wiadomości 14:45

Orange daje 6 TB internetu. Za darmo, ale jest warunek

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Allegro odbiera telefony po nowemu. Dwie polskie firmy zadziałają razem
Tech 14:02

Allegro odbiera telefony po nowemu. Dwie polskie firmy zadziałają razem

0
MARIAN SZUTIAK
1.
DLSS 5 dosłownie pali ludziom sprzęt. Trzeba być bardzo ostrożnym
Sprzęt 13:29

DLSS 5 dosłownie pali ludziom sprzęt. Trzeba być bardzo ostrożnym

4
PAWEł MARETYCZ
1.
Polacy rzucą się na te telewizory. Bestia w genialnej cenie
Telepolis.pl
Sprzęt 12:48

Polacy rzucą się na te telewizory. Bestia w genialnej cenie

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Orange Flex pojechał na studentach, a teraz zerka na Rumunię
Wiadomości 12:15

Orange Flex pojechał na studentach, a teraz zerka na Rumunię

1
MARIAN SZUTIAK
1.
Więcej nowości
Wyłącz tę opcję w Windows 11. Wysyła to, co piszesz na klawiaturze
Oprogramowanie 12:02

Wyłącz tę opcję w Windows 11. Wysyła to, co piszesz na klawiaturze

Windows 11 ma domyślnie włączoną opcję, która wysyła na serwery Microsoftu to, co wpisujesz na klawiaturze. Windows 11 ma funkcję, która ma pomagać mu lepiej przewidywać kolejne słowa, poprawiać błędy i personalizować słownik. Problem w tym, że aby działała, system zbiera próbki tekstu wpisywanego przez użytkownika i przesyła je na serwery Microsoftu. Co więcej, ta opcja jest domyślnie włączona u wszystkich użytkowników. Na pierwszy rzut oka trudno mieć pretensje do funkcji, która poprawia działanie autokorekty czy podpowiada kolejne słowa. Problem pojawia się, gdy przyjrzymy się temu, co dzieje się z danymi po drodze. Windows wysyła to, co piszesz Microsoft wyjaśnia, że Windows 11 tworzy spersonalizowaną listę słów na podstawie tych, które użytkownik wpisuje na klawiaturze lub zapisuje odręcznie. Lista jest powiązana z kontem Microsoft i może być wykorzystywana w różnych produktach firmy. Oznacza to, że system nie musi ograniczać się wyłącznie do lokalnego analizowania wpisywanego tekstu. Microsoft zbiera również próbki danych dotyczących pisania i wykorzystuje je do poprawiania działania mechanizmów takich jak autouzupełnianie, przewidywanie kolejnego słowa czy korekta pisowni. Firma zapewnia jednak, że nie oznacza to przesyłania kompletnego zapisu wszystkiego, co użytkownik wpisuje. Według Microsoftu dane diagnostyczne dotyczące pisania są dzielone na niewielkie próbki, a następnie przetwarzane w taki sposób, aby usunąć identyfikatory i informacje, które mogłyby pozwolić na odtworzenie oryginalnej treści lub powiązanie jej z konkretną osobą. Microsoft deklaruje również, że analizowane mogą być m.in. zmiany dokonywane ręcznie w tekście oraz słowa dodawane przez użytkownika do własnego słownika. Opcja jest domyślnie włączona Największe kontrowersje może budzić nie tyle samo istnienie mechanizmu, co sposób jego działania. Odpowiedzialna za niego opcja jest bowiem domyślnie aktywna w Windows 11 u każdego użytkownika. Konieczne jest jej ręczne wyłączenie. Na szczęście nie jest to szczególnie skomplikowane. Wystarczy wejść w: Ustawienia → Prywatność i zabezpieczenia → Personalizacja pisma odręcznego i wpisywania. Następnie należy wyłączyć opcję „Niestandardowe pisanie odręczne i słownik pisania". Czy jest się czego bać? Twierdzenie, że Microsoft zapisuje wszystko to, co wpisujemy z pomocą klawiatury i wysyła na swoje serwery, byłoby zbyt daleko idącym wnioskiem. Wtedy mówilibyśmy o klasycznym keyloggerze, który podkopywałby bezpieczeństwo systemu operacyjnego. Jednocześnie warto mieć świadomość, że funkcja poprawiająca podpowiedzi tekstowe wymaga zbierania pewnych informacji związanych z tym, co użytkownik wpisuje. Microsoft zapewnia, że próbki są odpowiednio przetwarzane i anonimizowane, ale sama możliwość przesyłania fragmentów danych dotyczących pisania może być dla części użytkowników wystarczającym powodem, aby tę funkcję wyłączyć. Tym bardziej że zajmuje to dosłownie kilka sekund.

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Więcej nowości

GTA z PlayStation 5 odpalone na PC. Każdy może to zrobić
Gry 11:04

GTA z PlayStation 5 odpalone na PC. Każdy może to zrobić

Twórcom emulatora KytyPS5 udało się uruchomić GTA V w wersji z PlayStation 5 na komputerach PC. Efekty są naprawdę dobre. Jeszcze w lipcu tego roku emulator KytyPS5 był w stanie uruchomić jedynie menu gry. Dziś natomiast tytuł ten jest... w pewnym sensie grywalny. Co prawda, osiąga on do 60 FPS, jednak widać spowolnienia podczas samej rozgrywki, co sprawia, że gra w ten sposób nie ma większego sensu. https://x.com/BrutalSam_/status/2096527374753959956 Zwłaszcza że gra odpalona jest na konfiguracji Ryzen 9 9950X3D + Radeon RX 7900 XT, czyli na naprawdę potężnej maszynie, a GTA V ma swoją wersję PC-tową, działającą o wiele lepiej na znacznie lepszym sprzęcie. [SALE-6804] GTA V z PS5 na PC to krok w dobrą stronę Dlaczego to jest więc takie ważne? Bo pokazuje jak szybko twórcy KytyPS5 robią postępy. Owszem, GTA 5 ma wersję na PC, jednak są gry, które zostały wydane wyłącznie na konsole Sony. I chociaż w tej generacji nie ma ich zbyt wiele, to rozwijający się emulator pozwoli je uruchomić. A co z legalnością takich działań? No cóż, Sony samo uparcie twierdzi, że nie można kupić produktu cyfrowego, więc jest mowa o piractwie, ale już nie o kradzieży.  Oczywiście nie nastawiałbym się na to, że GTA VI, kiedy już wyjdzie, będzie szybciej grywalne na PC w wersji z PlayStation 5, niż otrzymamy wydanie na Windows 11. Emulator możecie pobraćze strony projektu. 

0
PAWEł MARETYCZ
1.

Więcej nowości

Huawei Watch GT 7 Pro zachwyca i rozczarowuje (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 05 WRZ 2026

Huawei Watch GT 7 Pro zachwyca i rozczarowuje (test)

Bardzo udany, a jednocześnie – rozczarowujący. Huawei Watch GT 7 Pro to kolejne uprawienie świetnej serii smart zegarków marki, jednak trudno się oprzeć wrażeniu, że ta premiera to próba podkreślenia pozycji producenta na rynku, a nie odpowiedź na rzeczywiste potrzeby użytkowników. Kilka lat temu Huawei trzymał się zasady, by wypuszczać kolejne modele z serii Watch GT co dwa lata (Watch GT 2, GT 3, GT 4), później jednak zaczął chyba mocniej walczyć o swoje miejsce na rynku smart zegarków, więc następne generacje trafiały do sprzedaży w odstępach corocznych. Również Huawei Watch GT 7 Pro pojawił się w niecałe 12 miesięcy po szóstej generacji. Co przyniósł nowego? Czy warto się skusić na ten mode, czy czekać do kolejnej edycji? To zależy. Huawei Watch GT 7 Pro `– najważniejsze dane Wymiary 45,6 x 45,6 x 11,25 mm, masa 55,5 g  Odporność IP69, 5 ATM Konstrukcja: stop tytanu klasy lotniczej, syntetyczne szkło szafirowe na ekranie Ekran 1,47" AMOLED (466 × 466, 317 ppi) Łączność Bluetooth 6.0 (BR+BLE+EDR), NFC z płatnościami zbliżeniowymi  Lokalizacja GPS (dwuzakresowy), GLONASS, Galileo, BDS i QZSS  Czujniki: głębokości i temperatury, żyroskop, akcelerometr, optyczny pomiar tętna, barometr, EKG, światła otoczenia, magnetometr Głośnik i mikrofon (połączenia głosowe przez Bluetooth) Pomiary: tętna, stresu, saturacji krwi i temperatury skóry; ćwiczenia oddechowe, monitoring HRV i nastroju, analiza EKG, analiza fali tętna System HUAWEI TruSense mierzący organizm podczas ćwiczeń Ponad 100 trybów sportowych, w tym profesjonalne: narciarstwo, kolarstwo, bieganie, golf Nurkowanie swobodne do 40 metrów Czas pracy: do 21 dni na jednym ładowaniu Bateria: 867 mAh Ładowanie bezprzewodowe 20 W, pełne naładowanie w ok. 95 minut Huawei Watch GT 7 Pro kosztuje 1699 zł, ale do 18 października 2026 r. zegarek jest dostępny w specjalnej ofercie premierowej z rabatem 200 złotych, czyli za 1499 zł. Niezależnie od promocji kupujący otrzymają również Pakiet Wsparcia Serwisowego, czyli dodatkowa pomoc, gdy zegarek się uszkodzi. Wygląd i konstrukcja Gdy pierwszy raz ujrzałem Huawei Watch GT 7 Pro, pomyślałem, że to pomyłka, że tylko kolejna, kolorowa wersja zeszłorocznego Huawei Watch GT 6 Pro. Kształt koperty i rozmieszczenie elementów są identyczne, trudno ma początku dostrzec różnice. Ok, nowością jest detal kolorystyczny podkreślający nowe warianty kolorystyczne – żółty i zielony. Modele te mają półokrągłe malowania w dolnej części ekranu oraz szarosrebrne, matowe koperty. Jest też wersja czarna dla tradycjonalistów, z czarnym wykończeniem obudowy. Po dłuższym studiowaniu można jeszcze dostrzec nowy, ceramiczny bezel 3D o nieco bardziej finezyjnym wykończeniu, jednak ośmiokątny kształt koperty i skośne ścięcia przy mocowaniu paska, tak charakterystyczne dla modelu Watch GT 6 Pro, znajdziemy i tu. Nie zabrakło obrotowej koronki oraz dodatkowego przycisku na dole z czujnikiem pozwalającym na pomiar EKG. Podobne wzornictwo, które się jednak zmieniało, Huawei wprowadził w modelu Watch GT 4. Tym razem zmian jest niewiele, a trochę szkoda – aż prosiło się o większe odświeżenie.  Nie zmienia to jednak faktu, że Huawei Watch GT 7 Pro wygląda bardzo atrakcyjnie. Zegarek ma oficjalnie rozmiar 46 mm (a tak naprawdę 45,6 mm, grubość 1,25 mm), jego koperta wykonana jest z wytrzymałego stopu tytanu, powinien więc dobrze leżeć na każdym męskim nadgarstku. Zegarek ma dodatkową powłokę ochronną koperty, zapewnia pyło- i wodoszczelność na poziomie IP69, do tego spełnia standard 5 ATM oraz normę EN13319, co pozwala nurkować z nim na głębokość do 40 m. Niewielka masa 55,5 g (bez paska) pozwala nosić Watcha GT 7 Pro dzień i noc bez większego uczucia zmęczenia. Duża w tym zasługa paska EasyCross – to kolejna nowość. W standardzie otrzymujemy pasek z fluoroelastomeru, w kolorze zaakcentowanym na kopercie – czyli w przypadku wariantu, który otrzymałem do testów, jest to zgaszony żółty. Nowym rozwiązaniem jest chowana końcówka – wsuwa się ją w specjalną szufladkę, dzięki czemu całość jest bardzo dobrze dopasowana, a końcówka o nic się nie zaczepia. Na tym jednak nie koniec zmian. Huawei Watch GT 7 Pro ma ekran 1,47 cala, nieco większy niż poprzednik ze średnicą 1,43 cala. Wyświetlacz chroniony jest szkłem szafirowym. Maksymalna, szczytowa jasność wyświetlacza sięga 3000 nitów, więc zawartość ekranu powinna być widoczny w każdych warunkach. Ekran, w połączeniu z barwnym interfejsem, cieszy oczy żywymi kolorami, wysokim kontrastem i szczegółowością. Unowocześnione wnętrze Huawei Watch GT 7 Pro ma bogaty zestaw czujników, w tym unowocześniony po raz kolejny system pozycjonowania GNSS (dwuzakresowy GPS, Galileo, BeiDou, GLONASS, QZSS) o nazwie Huawei Sunflower. Już szósta generacja zegarka przyniosła w tym aspekcie duże usprawniania, w tym antenę o większej skuteczności, a teraz producent wprowadził ulepszony algorytm AI-XDR. Razem ma to zapewnić dokładniejsze nawet o 20% śledzenie śladu podczas treningów w trudnych warunkach, w tym np. podczas slalomów na nartach – czyli w sytuacji, gdy użytkownik porusza na kształt linii S z różnymi promieniami skrętu, o różnej sile i nachyleniu. Narciarzom pozwala to na analizę stylu jazdy i jego poprawę.  Poza specyficznymi treningami narciarskimi trudno ocenić większą skuteczność AI-XDR, ale nie ma najmniejszych powodów do narzekania. Zegarek błyskawicznie ustala pozycję i wiernie śledzi treningi, zarówno w terenie zalesionym, jak i w mieście.  Więcej funkcji treningowych Większa dokładność Watcha GT 7 Pro podczas treningów narciarskich to nie jedyne usprawnienie dla entuzjastów sportów zimowych. Zegarek ma obecnie pięć zaawansowanych trybów w tych dyscyplinach, w tym także snowborading oraz narciarstwo i snowborading halowe, co pozwala na treningi całoroczne dla tych już bardziej profesjonalnych sportowców. Co więcej, Huawei udostępnił dla nich nowy zestaw map ośrodków narciarskich – jest ich ponad 3 tysiące, w tym z Polski. Mapy mają dostarczać pełen przegląd tras i wyzwań, jakie czekają za zimowych sportowców, nie miałem jednak okazji sprawdzić, czy i jak działają. Są też nowości dla rowerzystów. Już szósta generacja została wzbogacona w rozbudowane funkcje i statystyki kolarskie, w tym np. dane o nachyleniu terenu, a także wirtualny pomiar kadencji i mocy bez potrzeby wykorzystania osobnego miernika. Watch GT 7 Pro dodaje jeszcze kolejne opcje dla profesjonalnych kolarzy.  Nowości dotyczą przede wszystkim jazdy w terenach górskich. Trening z podjazdami pozwala na planowanie jazdy w trudniejszych warunkach. Wcześniej trzeba w tym celu wgrać na zegarek zaplanowana trasę z zaznaczonymi podjazdami. W trakcie treningu zegarek będzie na bieżąco informował, że na trasie znajduje się wzniesienie, o jakim nachyleniu i długości, co pozwala odpowiednio wcześniej się na to przygotować. Inną z ciekawych nowości jest ostrzeżenie o ostrych zakrętach (też wymaga wcześniejszego wgrania trasy), co przy dużych prędkościach pozwoli uniknąć wypadku. W Watchu GT 7 Pro wśród ekskluzywnych funkcji, których nie ma w podstawowym modelu Watch GT 7, znalazły się biegi przełajowe, ulepszony tryb golfowy z widokiem pola golfowego oraz funkcje nurkowe. Poza tym do dyspozycji użytkownik otrzymuje ponad 100 różnych dyscyplin sportowych. Podczas testów miałem okazję sprawdzić głównie dwa rodzaje aktywności – wędrówki górskie w Beskidach i kolarstwo (to już na terenach płaskich). W obydwu tych zastosowaniach zegarek spisywał się bez zarzutu. Jak wspomniałem, szybko i dokładnie podawał pozycje GPS i wiernie zapisywał ślad treningu. W górach precyzyjnie podawał wysokość, co się zgadzało z nawigacją terenową i mapami topo na smartfonie oraz punktami orientacyjnymi.  Niestety, nic się chyba nie zmieniło w samych mapach wyświetlanych podczas aktywności w terenie. Do wyboru są mapy Petal z całego świata (pobiera się je przez smartfon) i to jest plus, ale ich realna przydatność jest ograniczona. W miastach podają sporo szczegółów, ale już w terenie czasami jest kompletna pustka. W trakcie aktywności można skorzystać z uproszczonej nawigacji – trasy powrotnej lub linii prostej. Ewentualnie pozostaje jeszcze opcja importu tras, ale nie można ich tworzyć samodzielnie. Od map topo w zegarkach Garmina czy nawet Amazfita firmę Huawei dzieli przepaść. Szkoda, że producent z jednej strony już wręcz staje na głowie, by za wszelką cenę dodać jakieś nowe funkcje do swojej serii Watch GT, za to nie pomyślał o tym kierunku. Poza mapami w ekranach aktywności jest też osobno aplikacja Mapy Petal, ale wymaga ona współpracy z aplikacją zainstalowaną na smartfonie. Nie ma możliwości włączenia w niej niezależnej nawigacji bezpośrednio z ekranu zegarka. Nowością w serii Watch GT 7 jest Gotowość fizyczna – funkcja określająca, czy organizm znajdzie siłę na aktywności i treningi. Jest to część pakietu narzędzi Analiza Zdrowia i pokazuje liczbowo kondycję użytkownika, co jest obliczane na podstawie analizy snu, zmienności rytmu serca, tętna, stresu oraz liczby spalonych aktywnie kalorii poprzedniego dnia.  Dysponując tymi danymi, algorytm ocenia, czy organizm powinien się jeszcze zregenerować przed kolejnym treningiem. Funkcja jest przydatna, jednak trochę za prosta i niewiele tak naprawdę mówi o rzeczywistej gotowości fizycznej, przynajmniej gdy porównamy ją do podobnych aplikacji w zegarkach Garmina. U mnie przez cały czas testów w ogóle nie dała o sobie znać, choć powinna sama podsuwać mi sugestie na zegarku. To jednak nie powinno mieć miejsca w zegarku, który finalnie trafi już do użytkownika. W oderwaniu od tych bardziej profesjonalnych funkcji treningowych jest też zabawna nowość – mini treningi z pandą, do których można dotrzeć np. przez specjalną tarczę. Panda zachęca do tego, by robić różne ćwiczenia gimnastyczne (na barki, szyję, ramiona, dłonie itd.), co zajmuje tylko minutę czy dwie, a pozytywnie wpływa na ciało, zwłaszcza podczas pracowitego dnia przy biurku. Pomiary zdrowotne W tej dziedzinie Watch GT 7 Pro przynosi niewiele nowego, choć przy tej konstrukcji i formie zegarka niewiele też już można zrobić – bo „ma wszystko”. Zegarek monitoruje oczywiście tętno 24/7, a w czasie treningów ostrzega o przekroczeniu wartości progowej. Przez całą dobę mierzy też zmienność rytmu serca (HRV). Użytkownik może też zmierzyć arytmię na podstawie fali tętna, która pozwala zdiagnozować schorzenia serca, np. migotanie przedsionków. Bardziej rozbudowaną analizę pracy serca otrzymamy dzięki EKG – by dokonać pomiaru, trzeba przytrzymać palec na elektrodzie umieszczonej w dolnym przycisku. Użytkownik może też przeprowadzić osobny pomiar sztywności tętnic. Zegarek analizuje także poziom stresu i stan emocjonalny, nie zabrakło stałego monitoringu nasycenia krwi tlenem, pomiaru temperatury skóry, analizy snu z funkcją śledzenia oddechu. Nowością jest funkcja adaptacji do dużej wysokości, co się przydaje podczas aktywności w wysokich górach. Ma ona jednak sens tylko na wysokościach powyżej 2500 m. Całość tworzy solidny pakiet funkcji pozwalających zadbać o zdrowie i wstępnie zdiagnozować schorzenia. Podczas testów nie wszystko jednak do końca dobrze działało, ale zakładam, że to efekt niedopracowania softu we wczesnej wersji.  Na przykład trochę nieprzewidywalnie spisywał się pomiar snu, choć w starszych zegarkach Huawei nie zawodził. Na przykład – miałem długą przerwę w śnie w środku nocy, między godziną 3 a 6 (w tym czasie czytałem, czasem na chwilę wstawałem), później udało się zasnąć. Zegarek radośnie obwieszczał mi później, że przespałem 7 godzin od północy do 7 rano, a tę przerwę rejestrował jako lekki sen. I na odwrót – rejestrował sen np. od 2 w nocy, gdy już spałem od 1,5h. Takie kwiatki nie były normą, ale się zdarzały.  Nie do końca udany jest też pomiar dotyczący jednego aspektu aktywności – stanu „na nogach”. Np. o godzinie 15 wyświetla status, że jestem już na nich zalecane 12 godzin, choć nie śpię od 7, a większość czasu spędzam, jadąc pociągiem. Innego dnia po całodniowym tułaniu się po górach i podgórskim miasteczku podaje, że jeszcze mi brakuje dwóch godzin do tej dziennej normy. Jako „na nogach” zaliczany jest też czas, gdy godzinami wrastam w fotel, pracując cały dzień przy komputerze. Nieporozumienie. Komunikacja i funkcje dodatkowe Jeżeli chodzi o funkcje komunikacyjne, to niewiele się zmieniło. Tak jak w poprzednim modelu do łączności wykorzystywany jest Bluetooth 6.0, jest też NFC do płatności zbliżeniowych – w tym celu trzeba zainstalować aplikację Curve Pay i w niej skonfigurować kartę płatniczą. Zegarek wyposażony jest w głośnik i mikrofon, co pozwala prowadzić połączenia głosowe przez Bluetooth. – tu się nic nie zmieniło, bo producent zarezerwował tę funkcję dla zegarków z wyższej półki. W bocznym menu (na lewo od tarczy) znajduje się ikona asystenta głosowego, któremu można zadawać proste pytania po polsku – na przykład o pogodę – czy wydawać polecenia, np. nastawienie alarmu. Działa to całkiem nieźle, ale zestaw kombinacji jest bardzo ograniczony, nie ma więc porównania z czatbotami AI z telefonów. W menu lub na widżetach nie brakuje też takich funkcji jak fazy księżyca i zmiany pływów, czas wschodu i zachodu słońca, ostrzeżenia o burzy, barometr i kompas czy sklep AppGallery. Te narzędzia znane są już z poprzednich modeli. Watch GT 7 Pro pracuje pod kontrolą systemu HarmonyOS 6.1.0. Interfejs użytkownika nie zmienił się nic od zeszłorocznych modeli, czyli jest kolorowo, czytelnie, większość opcji i ustawień jest też intuicyjna nawet dla mniej zaawansowanego użytkownika, chociaż rosnąca liczba funkcji sprawia, że w zakamarkach menu robi się już coraz gęściej. Bateria i czas pracy Już Huawei Watch GT 6 Pro mocno podniósł poprzeczkę, jeżeli chodzi o czas pracy – zwiększając ten okres z dwóch do trzech tygodni. Siódemka przynosi kolejne usprawnienia, chociaż nie są to już zmiany tak rewolucyjne. Deklarowany czas pracy na baterii 867 mAh w niezbyt ciężkim wykorzystaniu również wynosi 21 dni, a w standardowym – 12 dni. W Watchu GT 7 Pro producent zastosował baterię warstwową, a do tego unowocześniony moduł komunikacji radiowej, który ma pobierać mniej energii podczas treningów z GNSS (nawet 20% lepsza wydajność) – można liczyć nawet na 51 godzin nieustannego logowania w trybie biegu przełajowego. W trybie rowerowym będą to z kolei 44 godziny.  Podczas testów miałem okazję sprawdzić Watcha GT 7 Pro w naprawdę wymagającej sytuacji – podczas kilkudniowego wyjazdu w góry, z czterema większymi aktywnościami z pomiarem GNSS, trwającymi na ogół do 6 godzin. Zegarek wytrzymał od niedzieli do soboty na jednym ładowaniu, choć po spadku poniżej 20% część funkcji została wyłączona (np. AoD), a pod koniec „jechał już na oparach”. Dotąd porównywalny komfort zapewniał mi Garmin Fenix, 7X, z którym mogłem wyjechać na tydzień w góry bez ładowarki. Z innych pomiarów – jeden dzień użytkowania z pomiarem GPS na rowerze (ok. 1,5 godziny) rozładował baterię w 6%, co powinno więc wystarczyć na ponad 2 tygodnie takiego wykorzystania. Te trzy tygodnie będą więc możliwe bez logowania GNSS. Do ładowania służy znana z poprzednich modeli ładowarka bezprzewodowa, a pełne naładowanie trwa ponad 1,5 godziny. Huawei Watch GT 7 Pro – czy warto? Huawei Watch GT 7 Pro to bardzo udany model, a jednocześnie – spore rozczarowanie. Zegarek jest solidną kontynuacją popularnej serii, dziedziczy największe zalety świetnego przednika Watch GT 6 Pro, ale jednocześnie niewiele wnosi nowego. Są oczywiście usprawnienia – nowe, choć raczej niszowe opcje narciarskie i rowerowe, optymalizacja czasu pracy na GPS, dopieszczenie wizualne i nowy pasek. Te i inne nowości w większości można jednak dodać programowo do starszego modelu, podobnie jak zamienić pasek, a usprawnienia czysto sprzętowe pozostaną nawet niezauważone, bo już Watch GT 6 Pro był tak dobry. A jest przecież kilka aspektów, gdzie Huawei mógł ulepszyć nowy model. Mógł dodać eSIM, solidne mapy topo, niezależną nawigację bez smartfonu, w pełni funkcjonalnego asystenta głosowego, albo nie wiem – może latarkę LED? Oczywiście to wymaga szerszych zmian ekosystemowych Huawei (np. mapy), a część rozwiązań firma świadomie rezerwuje dla wyższych modeli (eSIM). Również wygląd zegarka, choć ogólnie bardzo udany, już się trochę opatrzył. Rozczarować się więc mogą fani serii, którzy mają już poprzedni model. Dla nowego nabywcy Huawei Watch GT 7 Pro będzie jednak bardzo udanym zakupem, bo w tej chwili jest to ukoronowanie serii Watch GT. Cena w promocji na start, czyli 1499 zł, jest też całkiem przystępna, biorąc pod uwagę możliwości zegarka, więc tym bardziej warto rozważyć. Mam jednak nadzieję, że producent szybko dopracuje te drobne mankamenty oprogramowania, które nękały mnie podczas testów.

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.

Popularne porównania