Rząd forsuje nowy zakaz. Obudził się z ręką w nocniku
Publicystyka 11:39

Rząd forsuje nowy zakaz. Obudził się z ręką w nocniku

Rząd szykuje nowy zakaz, który dotknie użytkowników Internetu w Polsce. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że politycy obudzili się trochę za późno. Przemoc, alkoholizm, wandalizm, znęcanie się nad zwierzętami, zachowania nieobyczajne – to codzienność polskiego Internetu. Nie chodzi o jakieś tajemnicze strony internetowe czy dark web. Takie zachowania można obserwować w trakcie licznych streamów, czyli transmisji wideo na żywo. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich twórców, a jedynie najgłośniejszej i niestety też często popularnej garstki. Nie bez powodu zjawisko to zostało określone patostreamingiem. Rząd, chociaż o dobre kilka lat za późno, postanowił w końcu z tym walczyć. Skąd wziął się patostreaming? Trudno jednoznacznie wskazać początek patostreamingu w Polsce. Jednak za taki moment można uznać lata 2015-2016, kiedy to na popularności zaczęli zyskiwać tacy twórcy, jak Rafatus, Gural czy Daniel Magical. To tę trójkę należałoby uznać za niechlubnych ojców polskiego patostreamingu.  Ich początki jeszcze nie były tak ekstremalne. Na transmisjach pojawiał się alkohol, ostre słownictwo i częste konflikty. Dopiero rosnąca popularność, wpływające donacje (napiwki) i nawet kilkadziesiąt tysięcy widzów na każdym streamie sprawiły, że twórcy zaczęli z czasem przesuwać granicę dobrego smaku. Zaczęła pojawiać się przemoc zarówno fizyczna, jak i psychiczna. Patostreamerzy zaczęli upijać się do nieprzytomności. Zaczęli organizować bójki na żywo. Znęcali się nad innymi osobami, które pojawiały się na transmisjach, często członkach rodziny. Niszczyli meble i inne przedmioty domowe. Do historii przeszły już streamy Daniela Magicala, na których palił ognisko w środku domu, sprowadzając realne zagrożenie dla zdrowia i życia znajdujących się w nim osób. Nie brakowało też reakcji wściekłych sąsiadów, którzy wielokrotnie wzywali policję. Zdarzało się też, że sami widzowie rzucali butelkami w okna albo wzywali służby w trakcie transmisji na żywo. Karuzela się rozkręcała, a streamerzy coraz bardziej przesuwali granicę, aby ciągle utrzymać zainteresowanie. Poprzednie wygłupy już nie wystarczyły. Widzowie chcieli igrzysk, chcieli czegoś nowego, chcieli jeszcze większej patologii. Dla samych twórców było to zamknięte koło. Albo zaczną zachowywać się jeszcze gorzej, albo ich popularność spadnie. A nie oszukujmy się, była to prawdziwa żyła złota. Na jednej transmisji potrafili zarabiać niebotyczne kwoty, o których wielu zwykłych Polaków może jednie pomarzyć. Patostreamerzy na celowniku Nie trzeba było długo czekać. W końcu patostreamerzy trafili na celownik opinii publicznej, służb oraz polityków. Szybko zaczęto mówić o konieczności wprowadzenia zmian w przepisach, które pozwolą walczyć z tym zjawiskiem. Bo nie chodzi tylko o zachowanie samych twórców. Takie transmisje były szkodliwe dla w wielu przypadkach młodych widzów. Pod koniec 2024 roku NASK opublikował raport pt. „Nastolatki 3.0”, w którym zajął się również zjawiskiem patostreamingu. Wynika z niego, że aż 26 proc. dzieci ogląda tego typu transmisje. Kolejne 16,1 proc. nie było w stanie nawet określić, czy oglądane przez niego treści zaliczają się do wulgarnych i nacechowanych przemocą. Najczęściej takie streamy oglądają uczniowie techników (40,4 proc.) oraz liceum (30,1 proc.). Jednak nawet wśród najmłodszych uczestników badania, którzy uczęszczają do szkoły podstawowej, odsetek ten jest przerażająco wysoki i wynosi aż 28,2 proc. Jednocześnie tylko 12,9 proc. rodziców deklarowało, że ich dzieci oglądają patostreamy, a 28,6 proc. nie było w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Jeszcze gorzej wyglądało to w raporcie Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Z badania wynika, że aż 84 proc. młodzieży w wieku 13-15 lat słyszało o patostreamach, a 37 proc. z nich regularnie je ogląda. Z kolei 43 proc. miało kontakt z takimi treściami przynajmniej raz w tygodniu. Dzieci, oglądając takie materiały, zaczynają mieć wrażenie, że to, co widzą, jest czymś normalnym, co można powielać. komentowała sprawę Marta Wojtas z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. W końcu patostreamerzy, zachęcani ciągłą popularnością i potrzebą zrobienia czegoś nowego, aby zainteresowanie utrzymać, zaczęli przekraczać wszelkie granice. Wielu z nich trafiło na celownik służb. Daniel Magical został skazany na rok pozbawienia wolności, między innymi za pochwalanie zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, ale też nakłanianie do składania fałszywych zeznań i znęcanie się nad rodziną. Podobny los spotkał jego matkę, tzw. „Gohę”, która za kratki trafiła na 8 miesięcy w związku ze znęcaniem się nad swoim konkubentem. Skazany został również Gural. W jego przypadku poszło o kontakty z nieletnimi oraz znęcanie się nad zwierzętami. W 2019 roku otrzymał wyrok 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. W 2024 roku miał jeszcze jedną sprawę, ale został nieprawomocnie uniewinniony.  Wobec wielu sąd wydawał też zakazy dalszej działalności internetowej, chociaż nie zawsze były one przestrzegane. Reagowały też same platformy, na których dochodziło do transmisji. Wspomniani twórcy byli banowani na Twitchu, Facebooku i YouTubie. Nie zawsze przynosiło to zamierzony skutek. Często zakładali nowe konta, a reakcje technologiczny gigantów były spóźnione, co pozwalało im dalej prowadzić swoją działalność. Chociaż dzisiaj Rafatus, Rafonix, Daniel Magical czy Gural są już praktycznie historią, to wciąż nie brakuje w polskim Internecie twórców o wątpliwej reputacji. Wymienić można przynajmniej kilku, jak Bagietson, który niedawno podpalił choinkę we własnym mieszkaniu czy też Pajalock, który notorycznie upija się na transmisjach, regularnie łamie przepisy ruchu drogowego (prowadzi transmisje z jazdy samochodem oraz na rowerze), nie mówiąc już o częstym wyzywaniu swojej partnerki. Rząd szykuje zakaz Chociaż ustaliliśmy już, że początki patostreamingu w Polsce sięgają co najmniej 2015 roku, to dopiero teraz, po 11 latach, rząd w końcu postanowił się tym zająć na poważnie. W połowie marca odbyło się pierwsze czytanie nowelizacji Kodeksu Karnego, przygotowanej przez klub Koalicji Obywatelskiej. Wprowadza ona odpowiedzialność karną za patostreaming oraz promowanie hazardu. Zakazane ma być rozpowszechnianie w sieci, w formie obrazu lub dźwięku, treści przedstawiających popełnienie czynu zabronionego, a także autentycznego pozorowania popełnienia takiego czynu. Czym jest czyn zabroniony? To między innymi: umyślne przestępstwo przeciwko życiu lub zdrowiu, wolności, wolności seksualnej, obyczajności, rodzinie i opiece lub popełnione z użyciem przemocy; znęcanie się nad zwierzętami i głowonogami lub zabicie ich; naruszenie nietykalności cielesnej w sposób prowadzący do poniżenia lub upokorzenia innej osoby, a także działania dotyczące organizacji gier hazardowych. Dodatkowo planowane są zmiany w Kodeksie Wykroczeń. Art. 107 ma brzmieć: Kto za pośrednictwem sieci teleinformatycznej publicznie rozpowszechnia w postaci obrazu lub dźwięku treści przedstawiające popełnienie czynu zagrożonego karą pozbawienia wolności do lat pięciu jako umyślne przestępstwo przeciwko życiu, zdrowiu, wolności, wolności seksualnej, obyczajności, rodzinie i opiece, stanowiącego naruszenie nietykalności cielesnej, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności oraz grzywny Podobny projekt jeszcze wcześniej złożyli politycy PiS, jednak są między nimi niewielkie różnice. Sprowadzają się głównie do promocji hazardu, wyłączenia odpowiedzialności karnej między innymi ze względów artystycznych oraz ochrony głowonogów. Politycy obu partii liczą, że ostatecznie uda im się dojść do porozumienia ponad podziałami, bo temat jest ważny. Szkoda, że spóźniony o przynajmniej kilka lat. Jednak w myśl zasady „lepiej późno niż wcale” chęć walki z patostreamingiem należy ocenić pozytywnie. 

3
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Baza klientów Zondacrypto w darknecie. Zastrzeż swój PESEL
Bezpieczeństwo 12:59

Baza klientów Zondacrypto w darknecie. Zastrzeż swój PESEL

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Sprawdzili, które AI najbardziej zmyśla. Różnice są diametralne
Oprogramowanie 12:22

Sprawdzili, które AI najbardziej zmyśla. Różnice są diametralne

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
3 miesiące wolnego na koszt pracodawcy. Jest pomysł zmian
Wiadomości 10:54

3 miesiące wolnego na koszt pracodawcy. Jest pomysł zmian

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Pozamiatane. x-kom wyprzedaje drony z kamerą po 99 zł
Sprzęt 10:15

Pozamiatane. x-kom wyprzedaje drony z kamerą po 99 zł

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Koniec Soundcore. Marka zniknie z rynku, bo Anker ma inny pomysł
Sprzęt 09:36

Koniec Soundcore. Marka zniknie z rynku, bo Anker ma inny pomysł

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
To ma być rewolucja w telewizorach. Słono za nią zapłacimy
Sprzęt 08:45

To ma być rewolucja w telewizorach. Słono za nią zapłacimy

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
PKO BP alarmuje. To już jutro
Konta 07:52

PKO BP alarmuje. To już jutro

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Google ma nowego faworyta. Anthropic dostanie 40 miliardów dolarów
Tech 24 KWI 2026

Google ma nowego faworyta. Anthropic dostanie 40 miliardów dolarów

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
AMD powoli dogania Intela. Ale przy tych cenach to dużo nie zmieni
Tech 24 KWI 2026

AMD powoli dogania Intela. Ale przy tych cenach to dużo nie zmieni

1
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Samsung zepsuł Galaxy. Poważne problemy z baterią w Galaxy S24 i S25
Oprogramowanie 24 KWI 2026

Samsung zepsuł Galaxy. Poważne problemy z baterią w Galaxy S24 i S25

10
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Chiny mają powód do zadowolenia. DeepSeek znowu może namieszać
Oprogramowanie 24 KWI 2026

Chiny mają powód do zadowolenia. DeepSeek znowu może namieszać

3
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
T-Mobile: darmo już było. Ruszyła nowa oferta dla kibiców
Wiadomości 24 KWI 2026

T-Mobile: darmo już było. Ruszyła nowa oferta dla kibiców

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Microsoft szykuje granie za półdarmo. W zestawie będzie 50 gier
Oprogramowanie 24 KWI 2026

Microsoft szykuje granie za półdarmo. W zestawie będzie 50 gier

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Zgarnij do 500 zł zwrotu. Wystartowała świetna promocja na tablety
Sprzęt 24 KWI 2026

Zgarnij do 500 zł zwrotu. Wystartowała świetna promocja na tablety

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Disney+ tnie ceny. Jest też ukryty trik, ale czas ucieka
Telewizja i VoD 24 KWI 2026

Disney+ tnie ceny. Jest też ukryty trik, ale czas ucieka

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Ceny znowu w górę. Potwierdziło to już dwóch dużych producentów
Sprzęt 24 KWI 2026

Ceny znowu w górę. Potwierdziło to już dwóch dużych producentów

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Ceramiczna pompa w smartfonie. Nawet flagowce tego nie mają
Sprzęt 24 KWI 2026

Ceramiczna pompa w smartfonie. Nawet flagowce tego nie mają

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
TV Republika brała pieniądze z Zondacrypto na potęgę
Telewizja i VoD 24 KWI 2026

TV Republika brała pieniądze z Zondacrypto na potęgę

7
MARIAN SZUTIAK
1.
Więcej nowości
Lidl zaskoczył polskich kierowców. To tak się da?
Moto 24 KWI 2026

Lidl zaskoczył polskich kierowców. To tak się da?

Lidl powiększa swoją flotę o nowy ciągnik siodłowy na prąd. Maszyna będzie wozić towar do sklepów w stolicy i okolicach. To część większego planu firmy. Prąd zamiast diesla 23 kwietnia 2026 roku w Błoniu odbyło się przekazanie nowego pojazdu. To elektryczny ciągnik Mercedes-Benz eActros 600. Maszyna trafiła do tamtejszego Centrum Dystrybucyjnego. Projekt powstał przy współpracy kilku firm, takich jak Daimler Trucks Polska, Prema Transporteur, Halo Rental System oraz Carrier Transicold. Nowa ciężarówka ma zasięg do 500 kilometrów na jednym ładowaniu. Producent zamontował w niej baterie litowo-żelazowo-fosforanowe. Mają one pojemność ponad 600 kWh. Zastosowane ogniwa charakteryzują się wysoką trwałością. Deklaracje wskazują, że mogą pracować do przebiegu 1,2 miliona kilometrów. Napęd wykorzystuje dwa silniki elektryczne o mocy szczytowej 600 kW. Taka specyfikacja ułatwia jazdę w warunkach miejskich. Ciche chłodzenie naczepy Pojazd wykorzystuje system eCool Drive firmy Carrier Transicold. Pozwala on na zasilanie chłodni prądem z baterii ciągnika. Wcześniej wymagało to użycia osobnego silnika diesla. Nowy mechanizm pobiera energię bezpośrednio z głównego akumulatora auta. Taki zabieg obniża poziom hałasu o 6 do 9 decybeli. Jest to ważne podczas nocnych dostaw w gęstej zabudowie. Kolejną cechą tego systemu jest kompatybilność. Firma może używać swoich dotychczasowych naczep chłodniczych. Nie ma potrzeby kupowania nowego sprzętu. eCool Drive to rozwiązanie, które realnie przyspiesza elektryfikację transportu chłodniczego. Dla Lidla kluczowe było to, że możliwe stało się wykorzystanie już posiadanych naczep chłodniczych bez kompromisów operacyjnych. To dowód, że transformacja energetyczna może być jednocześnie efektywna, skalowalna i biznesowo uzasadniona. przekazał Przemysław Borzymowski, Key Account Director Carrier Transicold Polska Setki tysięcy kilometrów Lidl Polska używa ciężarówek na prąd od 2023 roku. Obsługują one trasy z Błonia do Warszawy. Wyniki z dróg pokazują skuteczność tego rozwiązania. Dwa pierwsze pojazdy elektryczne przejechały już łącznie ponad 400 tysięcy kilometrów. Maszyny realizują codzienne zadania w łańcuchu dostaw. Pojazdy elektryczne nie emitują spalin, mają też prostszą konstrukcję od aut spalinowych. Brakuje w nich wielu elementów wymagających częstego serwisu. Debiut eActrosa 600 w 2024 roku wiązał się z dużymi oczekiwaniami branży transportowej: to pierwszy ciągnik dalekobieżny z napędem akumulatorowym o zasięgu 500 km, z elektryczną osią napędową, oparty na nowej wydajnej 800-Voltowej architekturze i zapewniający żywotność porównywalną z tradycyjną ciężarówką. Wszystkie dotychczasowe wdrożenia i testy u klientów w realnych warunkach udowodniły niezawodność oraz pełną funkcjonalność technologii w nim zastosowanej. podkreślił Przemysław Rajewski, prezes Daimler Truck Polska Zmiany na rynku transportowym Elektromobilność w transporcie ciężkim rośnie. Firmy opierają na niej swoje codzienne procesy i przestaje to być tylko sprawdzaniem nowych rozwiązań. W Lidl Polska głęboko wierzymy, że odpowiedzialny biznes to taki, który dba o otoczenie i przyszłe pokolenia. Zrównoważony rozwój to dla nas nie tylko ambitny cel, ale przede wszystkim codzienne działania, które realizujemy m.in. dzięki silnym relacjom z naszymi partnerami. Cieszymy się, że wspólnie wdrażamy rozwiązania, które realnie ograniczają nasz wpływ na planetę, budując tym samym bardziej zrównoważony łańcuch dostaw. powiedziała Aleksandra Robaszkiewicz, Dyrektorka ds. Relacji Korporacyjnych, Lidl Polska Transformacja wymaga zaangażowania wielu podmiotów. Dotyczy to producentów, logistyków i sprzedawców detalicznych. Transformacja transportu nie wydarzy się w pojedynkę – wymaga współpracy całego ekosystemu logistycznego. Firmy, które już dziś inwestują w nowoczesne i odpowiedzialne rozwiązania, realnie wpływają na kształt przyszłego rynku. Wierzymy, że wspólne działania pozwolą budować bardziej odpowiedzialny i nowoczesny model transportu. dodał Grzegorz Zalewski, wiceprezes Halo Rental System Lidl planuje kolejne kroki w tym kierunku. Obejmują one inwestycje w punkty ładowania pojazdów przy centrach dystrybucji. To pozwoli na dalsze włączanie aut na prąd do codziennych operacji.

1
MARIAN SZUTIAK
1.

Więcej nowości

Przebije słynny "Dom z papieru"? Nowy serial z tej serii już w maju
Telewizja i VoD 24 KWI 2026

Przebije słynny "Dom z papieru"? Nowy serial z tej serii już w maju

Maj zbliża się wielkimi krokami, jesteśmy zatem pewni, że Netflix uraczy nas jakimiś gorącymi nowościami. Na liście premier majowych znalazł się serial, który zachwyci wszystkich fanów "Domu z papieru". "Berlin i Dama z gronostajem" pojawi się na platformie już 15 maja. "Berlin i Dama z gronostajem" to spin-off "Domu z papieru" Ale także i całkiem zgrabnie przeprowadzona zagadka kryminalna. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że tego typu produkcje (bazujące na hicie) to gwarancja sukcesu. Wie o tym doskonale Netflix, który po raz kolejny serwuje prawdziwą ucztę dla fanów tego kultowego serialu. Produkcja może także spodobać się fanom polskiej komedii Vinci, bowiem tu także twórcy założyli kradzież tego cennego dzieła. Z tą jednak różnicą, że obraz w uniwersum tego serialu wcale nie znajduje się w Krakowie. "Berlin i Dama z gronostajem" - co zmaluje Berlin? Ale nowy serial Netflixa to nie tylko skok stulecia i wartka akcja. To przede wszystkim uroczy klimat słonecznej Sewilli. Berlin i jego ekipa wracają na pełnej petardzie. A Pedro Alonso, który ponownie wciela się w głównego bohatera, planuje skok na bezcenne dzieło sztuki - "Damę z gronostajem". Ale to tylko początek intrygi. W rzeczywistości, bohater ostrzy pazurki na księcia Malagi i jego żonę, którzy próbują go szantażować.  Gotowy na kolejny skok Berlin zwołuje gang do Sewilli i czyni ambitnego księcia ofiarą jego własnego planu, który zakłada kradzież arcydzieła Da Vinci. czytamy w oficjalnym opisie Netfixa. Jedno jest pewne - nudy nie będzie. Ale hiszpańskiemu kinu niemal od zawsze przyświeca dynamiczna akcja, dużo wdzięku i elegancji oraz lekka nuta szaleństwa. Do znanej ekipy dołączyły nowe postacie, w tym Candele, która szybko zjedna sobie sympatię głównego bohatera. Za scenariusz i reżyserię odpowiadają twórcy "Domu z papieru" - Álex Pina i Esther Martínez Lobato.  https://www.youtube.com/watch?v=aQLAT_CyiRI "Berlin i Dama z gronostajem". Premiera na Netflixie 15 maja 2026. Serial liczy sobie 8 odcinków.

0
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Engwe Engine Pro 3.0 Boost - najpotężniejszy rower elektryczny (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 22 KWI 2026

Engwe Engine Pro 3.0 Boost - najpotężniejszy rower elektryczny (test)

Gdy już wydawało mi się, że złapałem Pana Boga za nogi podczas testów Engwe Engine Pro 2.0, magle wjechał on, Engine Pro 3.0 Boost, z jeszcze większą mocą, jeszcze większym zasięgiem, jeszcze lepszą amortyzacją i ładowaniem od zera do pełna w 2 godziny. Engwe Engine Pro 3.0 Boost Podczas testów Engwe Engine Pro 2.0 niespodziewanie producent zapowiedział swój nowy wiodący rower elektryczny Engwe Engine Pro 3.0 Boost. Testowy egzemplarz dojechał do mnie jeszcze zimą i czekał w spokoju na wiosnę. Oczywiście da się korzystać z rowerów Engwe też zimą, mają odpowiednie certyfikaty odporności, ale z pomysłem tym wygrały problemy z zatokami. Chociaż z pozoru Pro 2.0 i Pro 3.0 Boost to bardzo zbliżone rowery, już na start można mówić o istnym przełomie. Poprawiony został praktycznie każdy z parametrów konstrukcji. Tak różnice opisuje na swojej stronie sam producent: Jako użytkownik kolejnego już roweru elektrycznego zwracam tutaj uwagę przede wszystkim na kwestię czasu ładowania. Engwe zdecydował się na wprowadzenie do świata fatbike'ów swojej wiedzy uzyskanej przy konstruowaniu roweru miejskiego Engwe N1 Pro. Podobnie jak w we wspomnianym modelu, czas ładowania został skrócony z typowych 5-6 godzin do zaledwie 2 godzin. A przypomnijmy, że rozmawiamy o akumulatorze 720 Wh firmy Samsung (48V, 15Ah, ogniwa Samsung 21700, z BMS), który daje zasięg wspomaganej jazdy wynoszący rekordowe 130 km. Tych rekordów jest jednak więcej. [SALE-4782] [SALE-4783] [SALE-4784] Zupełnie nowa konstrukcja ramy i aż 90 Nm! O ile centralny amortyzator w Engine Pro 2.0 robi swoje, to już w ten w Engine Pro 3.0 Boost sprawia wrażenie większej symbiozy z całą ramą. Co warto podkreślić, punkty styku są łożyskowane i cała amortyzacja jest cichutka, wystarczy tylko ze dwa razy w sezonie nasmarować amortyzatory odpowiednim preparatem. Producent wyliczył, że skuteczność amortyzacji wzrosła o 55%, dla mnie to tak naprawdę zupełnie nowy poziom, niezależnie od jakichś procentów. Jazda jest wyjątkowo miękka i stabilna, a potężne wspomaganie pozwala nawet zapomnieć o blokowaniu przedniego amortyzatora na utwardzonych drogach. Amortyzowane jest też siodło, które jest szerokie i odpowiednio miękkie — zapomnijcie o kontuzji tyłów pierwszego tygodnia jazdy, tak częstej na początku sezonu rowerowego. Choć muszę przyznać, że trochę szkoda otworu znanego z Engine Pro 2.0 - poprawiał on wentylację i dodatkowo ułatwiał prowadzenie roweru. Wśród różnic warto też zauważyć, że tym razem pedały nie składają się na czas transportu czy przechowywania. Choć nie licząc transportu autem w Engine Pro 2.0 pedałów nie składałem. Samo zwinięcie roweru w kłębek wystarczało mi do wygodnego przechowywania roweru w domu. Engine Pro 3.0 Boost to również rower ze składaną ramą i kierownicą na czas przechowywania. Przesunięcie miejsca przechowywania akumulatora z ramy na okolice pod siodłem zmienia przy tym sposób pracy z rowerem. W Engine Pro 3.0 sama już masa ramy nie powoduje szybkiego złożenia zawiasów, a ich mechanizm wykonano jeszcze solidniej. Trzeba więc nieco więcej siły, by rower złożyć i np. pomóc sobie kolanem. W dalszym ciągu nie jest natomiast problemem wciśnięcie roweru do ciasnej windy, bez konieczności pionowania. Jest to o tyle istotne, że masa urządzenia wzrosła do 34,7 kg, w stosunku do 31,6 kg Engine Pro 2.0. Czy czuje się to w praktyce? Nie bardzo, natomiast linia urządzenia jest teraz o wiele bardziej drapieżna i harmoniczna. Czuć siłę i solidność oraz widać wysiłek konstruktorów, by rower nie wyglądał jak sprzęt adaptowany do roli pojazdu elektrycznego, tylko jak urządzenie finezyjnie zaplanowane od pierwszej śrubki. Realny zasięg, polskie prawo i o co chodzi z Boostem Maksymalne obciążenie nowego modelu to aż 150 kg. Możemy tym samym dociążyć bagażnik (do 25 kg), jak i pozwolić sobie na duży plecak turystyczny, bez ryzyka, że zadławimy potencjał roweru. Na 1. poziomie wspomagania producent deklaruje nawet 130 km zasięgu i jestem skłonny uwierzyć w tę obietnicę. Podczas równoległych testów inne sprzętu na rowerze śmigał zawodnik o wadze 65 kg, który wspomaganie włączał, gdy tylko musiał, trzymając się biegów 1-3 i z kalkulacji wynika, że przy takim stylu jazdy z powodzeniem mógłby pokonać 200 km na pojedynczym ładowaniu. Sam ważąc około 90 kg i jednak chcąc się nacieszyć dodatkową mocą wyciągałem bez trudu zasięgi rzędu 65 km na trudnym terenie (wspomaganie 3-5), a jeżdżąc głównie po ścieżkach rowerowych i asfaltem do zrobienia było ponad 80 km. To nie są dobre wyniki, to wręcz wybitne parametry, nieosiągalne dla zdecydowanej większości konkurentów. Co warto przy tym podkreślić, rower jest w 100% zgodny z polskimi przepisami prawa drogowego. Maksymalna prędkość wspomagania jest limitowana do 25 km/h (szybciej jeździ się już siłą własnych mięśni), nie ma manetki samodzielnej jazdy roweru (nie działa jak skuter), ma mocne przednie i tylne oświetlenie, a do tego donośny elektroniczny dzwonek. Podczas testów nie próbowałem ściągać blokad z roweru, patrząc jednak na poprzednie modele, jakaś metoda pewnie się na to znajdzie. Co przy tym zauważyłem, rower nieco inaczej wydatkuje energię wspomagania niż Engine Pro 2.0. Typowa prędkość jazdy oscyluje w okolicy 20-22 km/h, a dopiero naciśnięcie przycisku Boost na kierownicy daje dodatkowego kopa i docieramy do 25 km/h. Przycisk przydaje się szczególnie przy stromych podjazdach i nierównościach terenu, w pozostałych sytuacjach dynamika jazdy jest bardziej rekreacyjna. No a jest tu czym boostować, bo maksymalny moment obrotowy wzrósł z imponujących 75 Nm do absurdalnych wręcz 90 Nm. Jeśli ktoś zdecyduje się na zdjęcie blokady poza drogami publicznymi, będzie miał pod sobą niezwykle narowistego rumaka. W przeciwieństwie do dotychczasowych konstrukcji, kluczyk nie musi być stale wciśnięty w "stacyjkę" roweru. Służy on jedynie do wyjmowania akumulatora i poza tym może siedzieć gdzieś w plecaku. Akumulator naładować możemy zarówno rowerze, jak i po wyjęciu go. Ta druga opcja to błogosławieństwo, ale jeszcze większym jest czas ładowania, który został skrócony z 5,5 godziny do zaledwie 2 godzin. To nie ewolucja, to prawdziwa rewolucja, dzięki której z łatwością naładujemy rano baterie, nie tracąc pięknej pogody na czekanie. Zarządzanie rowerem — są wreszcie procenty Engwe Engine Pro 3.0 Boost to kolejne już urządzenie producenta oferujące dodatkowe usługi oparte na aplikacji Engwe. Podobnie jak w bardziej szosowym Engwe N1 Pro, dostajemy tutaj łączność 4G i wbudowany w ramę GPS, pozwalający śledzić lokalizację urządzenia. Jest też alarm uruchamiany przy próbie przesuwania zablokowanego sprzętu. Możemy przeglądać opublikowane trasy innych użytkowników, jak i planować własne, wraz ze wskazówkami wyświetlanymi na ekranie. To za pośrednictwem aplikacji można też pobierać aktualizacje dla roweru i instalować je nawet podczas trasy. Ten ostatni aspekt zapewnia dostosowanie sprzętu do zmieniających się regulacji rynkowych, a także pozwala na dalszy rozwój urządzenia i optymalizację jego parametrów. W przeciwieństwie do testowanej przez nas ostatnio hulajnogi Engwe Y1000, producent nie zdecydował się tutaj na zastosowanie tagów NFC do odblokowania roweru. Mamy tradycyjny kod PIN, automatycznie odblokowanie, gdy rower połączy się przez Bluetooth ze sparowanym telefonem lub swobodne blokowanie i odblokowywanie w samej aplikacji. Dodatkowo Engwe N1 Pro miał jeszcze antykradzieżową blokadę hamulców, tutaj producent nie zdecydował się na to rozwiązanie. Nie zmienia to faktu, że obsługa roweru jest bardzo prosta. A menu ustawień wyświetlane na ekranie samego sprzętu to miejsce, do którego właściwie nie trzeba zaglądać. Włączenie oświetlenia to przytrzymanie przez 2 sekundy przycisku "+", z kolei przytrzymanie przycisku "-" pozwala wywołać tryb wspomaganego prowadzenia roweru (do 6 km/h). Przyciskiem "i" możemy zaś szybko zmienić informacje na ekranie, takie jak długość pojedynczej wycieczki i łączne przebyte kilometry. Prościej się nie da. Sam ekran jest wystarczająco czytelny i producent wręcz chwali się poprawą kontrastu względem poprzednika. Ale sam nie wiem, czy TFT to odpowiedni kierunek. Wolałbym tutaj albo monochromatyczny ekran LCD, albo jakiś ultra-jasny OLED, który oferuje większy kontrast. Nie jest źle, ale wciąż pozostaje przestrzeń do poprawek. Filmów na tym nie oglądamy, kontrast jest najważniejszy. Bardzo przy tym cieszy mnie zastosowanie dokładnego, procentowego wyświetlania poziomu naładowania akumulatora - niby głupota, a pozwala o wiele wygodniej planować trasy i ewentualnie doładować baterię przed wycieczką. Najlepszy Fat Bike na rynku? Engwe Engine Pro 3.0 Boost to jeden z najlepszych rowerów typu Fat Bike, jakie są dostępne na polskim rynku. Miażdży konkurencję realnym zasięgiem (do 130 km), absurdalnym momentem obrotowym sięgającym 90 Nm, innowacyjnym zawieszeniem, prostotą obsługi, wbudowanym GPS-em i łącznością 4G, a do tego systemem zasilania, który zmienia wszystko. Nie umknie Ci już przez sklerozę piękna pogoda. Nie musisz zostawiać ładowania na noc, bo potrzebny czas to zaledwie 2 godziny, a nie dotychczasowe 5,5 godziny. Z takimi parametrami rower jest praktycznie zawsze gotowy na wakacyjną przygodę i odpada jedno z ograniczeń dotychczasowych rowerów elektrycznych. Engine Pro 3.0 Boost to doskonała, w pełni legalna w Polsce (!) propozycja dla miłośników najwyższego komfortu jazdy rowerem. Praktycznie znikają pod nim krawężniki, a strome podjazdy pokonujesz jak płaskie odcinki, bez nawet kropli potu. Gdy potrzebujesz nieco większego kopnięcia, pod kciukiem znajdziesz przycisk Boost, dający błyskawiczną akcelerację. Właściwie jedynym istotnym ograniczeniem jest tutaj cena. Choć te około 7000 zł, patrząc na parametry konkurentów w tej cenie, absolutnie nie jest skokiem na kasę. To wręcz pstryczek w nos konkurencji, że da się w tym budżecie zaoferować klientom znacznie więcej. Po ocenie 9/10 dla Engwe Engine Pro 2.0 nie pozostaje mi nic innego, jak ocena maksymalna. Engwe Engine Pro 3.0 Boost to rower, który bije się na rekordy właściwie już tylko sam ze sobą i nowa definicja jakości w świecie Fat Bike'ów. [SALE-4782] [SALE-4783] [SALE-4784]

7
LECH OKOń
1.

Popularne porównania