Wystarczy kamera w smartfonie. Tylko pokaż twarz
Sprzęt 11:22

Wystarczy kamera w smartfonie. Tylko pokaż twarz

Google testuje nowy system, który wykorzystuje przednią kamerę telefonu do monitorowania zdrowia użytkownika. Dzisiaj wiele osób monitoruje swoje parametry zdrowia, czy to za sprawą smartwatchy, opasek czy też smart ringów. Jednak Google testuje nowe, jeszcze wygodniejsze rozwiązanie. Wystarczy kamera smartfonu. Kamera telefonu pod tętno Google opublikował ciekawe badania. Dowiadujemy się z nich - co chyba żadnym zaskoczeniem nie jest, że spoczynkowe tętno serca jest jednym z kluczowych wskaźników w ocenie zdrowia sercowo-naczyniowego i długoterminowego ryzyka zdrowotnego. Im jest ono niższe, tym lepiej. Dla większości osób idealny będzie zakres od 50 do 70 uderzeń na minutę. Firma przyznała też, że dzisiaj już 5 mld ludzi na całym świecie ma urządzenie, które pozwala mierzyć na bieżąco tętno serca. Mowa o smartfonie. Google opracował system o nazwie Passive Heart Rate Monitoring (PHRM), który pozwala zmierzyć tempo bicia naszego serca poprzez pokazanie swojej twarzy w przedniej kamerze urządzenia. Jak to działa? Dokładnie tak samo, jak w przypadku smartwatchy i smart ringów. Kamera analizuje przepływ krwi w żyłach i na tej podstawie określa tętno serca. Na oko nie jest to widoczne, ale aparaty są dzisiaj na tyle czułe, że są w stanie zauważyć takie drobne różnice. Pomaga im w tym sztuczna inteligencja. Testy Google pokazały, że taki mechanizm podaje wyniki zbliżone do urządzeń noszonych, jak właśnie zegarki czy pierścienie. Google wykorzystał tutaj uczenie maszynowe. AI zostało nakarmione aż 350 tys. filmów, nagranych przez około 700 osób, które brały udział w testach. Badania przeprowadzono zarówno laboratoryjnie, jak i w codziennych warunkach. W obu przypadkach były bardzo obiecujące, chociaż firma przyznaje, że konieczne są dalsze testy. Problematyczne okazały się pomiary w przypadku osób o ciemniejszej skórze, a także przy ruszaniu głową czy rozmowie. Sam pomysł wydaje się ciekawy. Telefon z Androidem mógłby w tle, np. w trakcie przeglądania mediów społecznościowych, mierzyć tętno użytkownika za pomocą przedniej kamery. 

4
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Xbox Series X25 w kolorze Translucent Green. Już ostrzę na nią zęby
Gry 18:40

Xbox Series X25 w kolorze Translucent Green. Już ostrzę na nią zęby

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Humanoidalny robot Xiaomi fotografuje nowym 17T Pro
Sprzęt 17:52

Humanoidalny robot Xiaomi fotografuje nowym 17T Pro

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
DJI Power 140 W GaN - droniarski gigant umie też w ładowarki
Sprzęt 17:06

DJI Power 140 W GaN - droniarski gigant umie też w ładowarki

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Rossmann apeluje. Nie rób tego na oko, Renpho ogarnie
Telepolis.pl
Tech 15:50

Rossmann apeluje. Nie rób tego na oko, Renpho ogarnie

0
PATRYCJA KORBA
1.
Żabka robi niezłe Triki i odpala kontroler dla smartfonów. Kupisz od 1 zł
Sprzęt 15:06

Żabka robi niezłe Triki i odpala kontroler dla smartfonów. Kupisz od 1 zł

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
OnePlus z całkiem nową serią smartfonów. Debiut już w lipcu
Sprzęt 14:34

OnePlus z całkiem nową serią smartfonów. Debiut już w lipcu

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Lidl szykuje rewolucję. Nie zdziw się, jak zobaczysz to w sklepie
Wiadomości 14:03

Lidl szykuje rewolucję. Nie zdziw się, jak zobaczysz to w sklepie

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
T-Mobile rusza z konkursem. Zajrzyj do aplikacji i to napisz
Wiadomości 13:31

T-Mobile rusza z konkursem. Zajrzyj do aplikacji i to napisz

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Jeden nieopaczny ruch i została z pustym kontem. Może przydarzyć się każdemu
Bezpieczeństwo 12:59

Jeden nieopaczny ruch i została z pustym kontem. Może przydarzyć się każdemu

0
ANNA KOPEć
1.
Polacy robią więcej takich przelewów. Powód jest jasny
Konta 12:27

Polacy robią więcej takich przelewów. Powód jest jasny

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
TP-Link RE660X: wzmacniacz Wi-Fi 6, punkt dostępowy i gniazdko w jednym
Sprzęt 11:53

TP-Link RE660X: wzmacniacz Wi-Fi 6, punkt dostępowy i gniazdko w jednym

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Światłowód z coraz większym zasięgiem. Ponad 100 nowych miejscowości
Wiadomości 10:41

Światłowód z coraz większym zasięgiem. Ponad 100 nowych miejscowości

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Horror, film akcji czy czarna komedia? HBO daje nam niezłe combo
Telewizja i VoD 10:10

Horror, film akcji czy czarna komedia? HBO daje nam niezłe combo

0
ANNA KOPEć
1.
Przetasowania na szczycie. Allegro przed Temu, ale nie w aplikacjach
Wiadomości 09:36

Przetasowania na szczycie. Allegro przed Temu, ale nie w aplikacjach

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Erste uruchamia nową usługę. Znajdziesz ją w aplikacji
Fintech 09:01

Erste uruchamia nową usługę. Znajdziesz ją w aplikacji

4
ANNA KOPEć
1.
O "The Last Of Us" znów głośno. Niepokojące wieści odnośnie do 3. sezonu
Telewizja i VoD 08:33

O "The Last Of Us" znów głośno. Niepokojące wieści odnośnie do 3. sezonu

0
ANNA KOPEć
1.
W Action za 54,95 zł. Apple woła za taki zestaw 499 zł
Sprzęt 08:01

W Action za 54,95 zł. Apple woła za taki zestaw 499 zł

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Promocja Pekao może przejść Ci koło nosa. Tylko do 17 czerwca 2026
Konta 07:28

Promocja Pekao może przejść Ci koło nosa. Tylko do 17 czerwca 2026

0
ANNA KOPEć
1.
Więcej nowości
Ludzie przegrywają z botami. Internet zmienia się na naszych oczach
Tech 06:50

Ludzie przegrywają z botami. Internet zmienia się na naszych oczach

Ludzie nie generują już największego ruchu w Internecie. Pałeczkę pierwszeństwa przejęły boty. Matthew Prince, szef firmy Cloudflare, pochwalił się ciekawymi danymi na swoim profilu na platformie X. Ludzie nie generują już największego ruchu w Internecie. Na tym polu przegraliśmy z botami. Boty przejmują Internet Z opublikowanych danych wynika, że boty odpowiadają już za 57,5 proc. ruchu w Internecie (zapytania HTTP do treści HTML). Dla ludzi zostało pozostałe 42,5 proc. Matthew Prince przewidywał, że nastąpi to dopiero pod koniec 2027 roku, więc do zmiany doszło aż 18 miesięcy wcześniej. Co ważne, statystyka nie dotyczy wielu aktywności, które są domeną człowieka. Nie obejmuje między innymi streamingu, aplikacji czy mediów społecznościowych. Nie zmienia to faktu, że to boty częściej od człowieka buszują po stronach internetowych. O ile dla zwykłego użytkownika nie jest to wielki problem, o tyle dla wydawców, sklepów i serwisów e-commerce to wyzwanie, z którym muszą się zmierzyć. Ruch ze strony botów nie tak samo cenny, jak ludzki. Powiem więcej, jest kompletnie bezwartościowy. W końcu Internet od początku tworzony był z myślą o ludziach, a nie o maszynach. Co odpowiada za tak ogromny wzrost ruchu, generowanego przez maszyny? Sztuczna inteligencja, która zbiera informacje i często wykonuje niektóre zadania przez użytkowników. Ruch napędzany przez AI urósł w 20265 roku aż 8 razy szybciej niż ruch generowany przez ludzi.

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Więcej nowości

Polacy masowo wracają do torrentów. Klapki spadły z oczu
Telewizja i VoD 06 CZE 2026

Polacy masowo wracają do torrentów. Klapki spadły z oczu

Polski rynek streamingowy wkracza w zupełnie nową fazę. Po latach niepohamowanego wzrostu branża wyraźnie zwalnia, a widzowie — zmęczeni rozdrobnieniem oferty i rosnącymi kosztami — coraz częściej przypominają sobie o darmowych alternatywach. Torrenty wracają do łask. Polakom ulało się od zachłanności platform VoD Z najnowszego badania VideoTrack (zrealizowanego przez WPP Media) wynika, że polski rynek osiągnął dojrzałość, a nieoczekiwanym skutkiem ubocznym tego zjawiska jest masowy powrót Polaków do sieci torrent. Aż 70% polskich internautów płaci dziś za dostęp do treści wideo w sieci, jednak dynamika wzrostu wyraźnie wyhamowała. Przeciętny widz opłaca obecnie 2,2 subskrypcji VoD – to wynik identyczny jak rok temu. Wskazuje to jednoznacznie, że faza gwałtownej ekspansji w Polsce dobiegła końca. Wpływają na to m.in. rosnące ceny abonamentów, mniejsze inwestycje globalnych platform w nowe treści oraz wciąż bardzo silna pozycja tradycyjnej płatnej telewizji. Renesans piractwa Największym echem w raporcie odbija się jednak renesans piractwa. Odsetek internautów pobierających filmy i seriale przez torrenty wzrósł w ciągu ostatniego roku z 9% do 13%, co przekłada się na około 3 miliony użytkowników. Trend ten jest najsilniejszy wśród osób poniżej 34. roku życia. Główny powód? Widzowie cierpią na tzw. zmęczenie subskrypcjami. Wielu z nich uważa, że opłaca już zbyt wiele platform streamingowych, by móc pozwolić sobie na kolejne usługi. Co ciekawe, piraci wcale nie porzucają legalnych serwisów — odsetek osób płacących za VOD jest w grupie użytkowników torrentów niemal taki sam jak w całej populacji online. Telekomy odcinają kupony W obliczu rynkowej stagnacji na znaczeniu zyskują telekomy i operatorzy kablowi. Już niemal 4 na 10 klientów kupuje pakiety VoD za ich pośrednictwem (wzrost z 35%), co napędza wyniki takich serwisów jak HBO Max czy Canal+. Liderem polskiego rynku niezmiennie pozostaje Netflix, choć jego przewaga nad resztą stawki systematycznie topnieje na rzecz zyskujących Prime Video oraz HBO. Zauważalne straty i odpływ widowni notuje za to Disney+. Z powodu trudności w pozyskiwaniu nowych subskrybentów, serwisy szukają ratunku w nowym modelu biznesowym – reklamach. Aż 40% polskich abonentów Netfliksa rozważyłoby przejście na tańszy pakiet z reklamami (który ma zadebiutować w naszym kraju w przyszłym roku), pod warunkiem że bloki reklamowe nie przekroczą 4 minut na godzinę. Polski streaming bez wątpienia wydoroślał. Zakończył się czas agresywnego zdobywania rynku. Dziś dla gigantów VOD najważniejsze staje się utrzymanie obecnego widza, a powrót części Polaków do piractwa to jasny sygnał ostrzegawczy — portfele subskrybentów mają swoje bardzo wyraźne granice.

7
DOMINIK KRAWCZYK
1.

Więcej nowości

Zapomnij wszystko, co wiesz o komputerach – ten sprzęt to pogrom na stereotypach
Sponsorowane 05 CZE 2026

Zapomnij wszystko, co wiesz o komputerach – ten sprzęt to pogrom na stereotypach

Czy warto kupić gotowy komputer? Bierzemy na warsztat najnowszą generację komputerów G4M3R: Hero 2.0 i Elite 2.0. Był czas, kiedy umiejętność poskładania komputera uchodziła wręcz za wiedzę tajemną. Zawsze trzeba było mieć minimum wiedzy o podzespołach, ale informacje na ten temat nie zawsze były łatwo dostępne, a błędy potrafiły sporo kosztować. Wtedy narodził się mit „składaka” – gotowego komputera ze sklepu, który był od razu gotowy do postawienia przy biurku i odpalenia. Haczyk? Tego typu maszyny były często produkowane po najniższych kosztach. Parametry na papierze potrafiły wyglądać imponująco, ale oszczędzano na chłodzeniu, obudowie czy zasilaczu, co oczywiście skutkowało problemami z niezawodnością. Standardem były też kiepsko dobrane podzespoły, gdzie wydajność procesora czy karty graficznej często była ograniczana przez niewielką ilość pamięci czy powolny dysk twardy. G4M3R – inna filozofia I tu na scenę wkracza G4M3R. Różnica polega na tym, że to nie są po prostu kolejne pecety składane po kosztach z tyłu jakiejś kanciapy. To sprzęt konfigurowany przez ekspertów i projektowany z myślą o wymagających użytkownikach: bez kompromisów, na wysokiej klasy podzespołach i z założeniem, że ma być nie tylko wydajnie, ale też niezawodnie. Wszystko w duchu hasła „Ready When You Are”. I wiecie co? To podejście musi działać, bo w ofercie można znaleźć już drugą generację tych urządzeń. Jedną z takich maszyn miałem okazję sprawdzić u siebie. Pod moje biurko trafił G4M3R Elite 2.0, czyli jeden z topowych modeli w ofercie. To tutaj trafiają najmocniejsze podzespoły, takie jak Intel Core Ultra 9 285K, AMD Ryzen 7 9800X3D czy NVIDIA GeForce RTX 5090 (także w wersji Founders Edition, co jest ewenementem i jedynym takim przypadkiem na rynku), a także najbardziej zaawansowane rozwiązania, w tym system chłodzenia cieczą. To maszyny w duchu PC Master Race i to produkowane przez kogoś, kto faktycznie to rozumie. Zresztą dość powiedzieć, że do testów dostałem komputer z procesorem AMD Ryzen 7 9800X3D, kartą graficzną NVIDIA GeForce RTX 5080 i 64 GB DDR5. Prawdziwe monstrum, któremu nadal daleko do najwyższej dostępnej konfiguracji. Czysta wydajność Jak pewnie łatwo się domyślić, największym atutem tego typu sprzętu jest jego moc obliczeniowa. Prywatnie ostatnimi czasy rzadko grywam na komputerze, w związku z czym najbardziej wymagającym tytułem w mojej bibliotece pozostaje Cyberpunk 2077. To tytuł, który ma już sześć lat na karku, ale łatwo o tym zapomnieć, bo jeśli przesuniemy wszystkie suwaki na prawo, to przy ustawieniach ultra i pełnym ray tracingu, gra nadal potrafi sprowadzić na kolana praktycznie każdą maszynę. No, prawie każdą. Na G4M3R Elite 2.0 przy rozdzielczości 3440 x 1440 i presecie Ray Tracing: Overdrive bez trudu udało mi się wyciągnąć 73 FPS we wbudowanym benchmarku. Innymi słowy, test (niemal) ostateczny, a komputer nawet się nie spocił. Przy takim zapasie mocy nie mam żadnych obaw o to, czy i jak sobie poradzi z najbardziej wymagającymi produkcjami. Co ważne, wszystko to przy zachowaniu nienagannej kultury pracy. Podczas gry oraz testów obciążeniowych panowała niemal idealna cisza. Dopiero po osiągnięciu ok. 75 °C na CPU pojawiał się delikatny szum, a i to na tyle cichy, że nie udało mi się wyłowić go decybelomierzem ponad panujące w moim gabinecie tło akustyczne. A temperatury? Przyłapałem komputer na jednym (podkreślam: jednym) skoku do 80 °C na CPU, a tak generalnie trzymały się w okolicach 70 °C pod obciążeniem. A co jest w tym najlepsze? Że to wszystko przy domyślnych ustawieniach. Komputer dosłownie wystarczyło postawić pod biurkiem, podłączyć do prądu i z miejsca miałem do dyspozycji dość mocy obliczeniowej, by zawstydzić lokalną serwerownię. Żeby odblokować potencjał komputerów G4M3R generacji 2.0, wcale nie potrzeba żadnej wiedzy tajemnej – on od razu jest na wyciągnięcie ręki. Nie tylko do grania No dobra, ale po co mi to wszystko, skoro sam przyznałem, że praktycznie nie grywam na pececie? Ano po to, że, jak się okazuje, G4M3R Elite 2.0 to doskonały wybór nie tylko dla graczy. Pracujesz ze zdjęciami? Montujesz wideo? Programujesz? Korzystasz z lokalnych narzędzi AI? W każdym z tych zastosowań przydaje się trochę dodatkowego „powera”, a tego testowanemu komputerowi nie brakuje. W tym kontekście sporym plusem całej linii G4M3R z generacji 2.0 jest to, że do wyboru mamy konfiguracje z nawet 128 GB DDR5 i bardzo szybkimi dyskami SSD NVMe o pojemności do 4 TB. W czasach, kiedy każda kość pamięci jest na wagę złota (dosłownie), możliwość kupna komputera o takiej specyfikacji prosto ze sklepowej półki potrafi być niemalże zbawieniem dla wielu profesjonalistów. Troska o detale Ale obszar, gdzie G4M3R Elite 2.0 najbardziej mnie urzekł, jest szeroko pojęta troska o detale. Pamiętacie, jak wspomniałem, że dawniej gotowe komputery kojarzyły się z fuszerką i oszczędnościami na każdym kroku? Tutaj zdecydowanie tego nie ma. Jest to zresztą coś, co widać już na pierwszy rzut oka. Wszystkie podzespoły pakowane są w obudowę Fractal Meshify 3. To buda z wyższej półki, która świetnie się prezentuje, jest rewelacyjnie wykonana i przemyślana praktycznie na każdym kroku. Dostęp do podzespołów nie wymaga narzędzi, miejsca na kabel jest cała masa, wszystkie „brzydkie elementy” można łatwo schować, a spod przeszklonego bocznego panelu idealnie widać wyświetlacz na radiatorze. A, bo to w sumie też fajna sprawa – modele G4M3R Elite 2.0 wyposażono w wewnętrzny wyświetlacz LCD o przekątnej 3,95”. Czy jest to komuś potrzebne do szczęścia? Ani trochę. Czy jest przydatne? O dziwo tak. Na dołączonym wyświetlaczu możemy wyświetlać wybrane parametry komputera, takie jak m.in. temperatura podzespołów, taktowanie czy pobór mocy. Jasne, wszystkie te parametry da się sprawdzić na inne sposoby, ale jest coś bardzo intuicyjnego w odczytywaniu ich prosto ze sprzętu, którego dotyczą. A to w sumie tylko jedno z zastosowań. Jak chcecie, możecie wykorzystać dołączony wyświetlacz jako zegarek, wirtualną ramkę na zdjęcia i filmy albo po prostu element podświetlenia RGB. Nieważne, czy wolicie pragmatyczne zastosowania, czy efekciarstwo – dodatkowe opcje personalizacji są zawsze na plusie. Gwarancja godna elity Przy okazji warto też dodać, że komputery G4M3R mogą się pochwalić świetnym wsparciem gwarancyjnym w cenie sprzętu. No bo wiadomo – każdy chciałby uniknąć nieprzyjemnych perypetii, ale sprzęt elektroniczny rządzi się swoimi prawami. Na szczęście tutaj producent zadbał, by była to w najgorszym razie drobna niedogodność. Obie nowe serie komputerów G4M3R objęte są trzyletnią gwarancją door-to-door. Co więcej, w przypadku G4M3R Elite 2.0 w cenę sprzętu wliczony jest rok pakietu on-site. To oznacza, że w razie problemów możemy skorzystać z dedykowanej infolinii oraz zdalnej pomocy technicznej, a gdyby to nie pomogło, wyspecjalizowany technik dokona naprawy bezpośrednio na miejscu. Szybko, wygodnie i bez niepotrzebnych komplikacji. A jeśli rok to za mało – albo chcielibyście podobnego wsparcia przy zakupie modelu G4M3R Hero 2.0 – to przy zakupie zakupie komputera możecie wybrać opcję rozszerzenia pakietu on-site nawet na trzy lata. I to nawet nie koniec, bo wszystkie komputery G4M3R generacji 2.0 objęte są gwarancją niezawodności. Co to oznacza? Że jeśli w ciągu 14 dni od zakupu zgłosisz usterkę, nie trzeba się bawić w żaden serwis. Zamiast tego kurier po prostu przyjeżdża, zabiera wadliwy komputer i w jego miejsce zostawia nowy. Zaskakująco dobra okazja Nie uważam, by składanie komputera kiedykolwiek było czarną magią, ale na pewno wymagało wiedzy i czasu. Z komputerami G4M3R generacji 2.0 to już przeszłość. Doczekaliśmy czasów, kiedy prosto ze sklepowej półki możemy mieć peceta, którego nie powstydziłby się żaden entuzjasta. Próg wejścia do świata PC Master Race został zredukowany praktycznie do minimum. I wiecie co? Uważam, że to największa siła tych maszyn. To sprzęt, którego największą wartością nie są rewelacyjne podzespoły – choć te faktycznie wypadają imponująco. To, co zyskujemy z maszynami G4M3R , to czas i pewność, że mamy komputer, który podoła każdemu wyzwaniu. Dzięki temu jest to wybór o wiele bardziej opłacalny, niż sugerowałyby to same ceny i po stokroć lepszy zakup niż stereotypowe „składaki” z minionych dekad. Artykuł sponsorowany na zlecenie x-kom

1
ARKADIUSZ BAłA
1.

Popularne porównania